Jerry Cantrell wrócił niedawno wspomnieniami do początków swojej znajomości z Dimebagiem Darrellem, zdradzając, że wyjątkowy talent gitarzysty Pantery był dla wszystkich oczywisty od pierwszych minut. W rozmowie dla Gibson TV gitarzysta Alice in Chains opowiedział o spotkaniu, do którego doszło w połowie lat 80. w klubach Teksasu.
W świecie gitarowym takie historie są niemal mityczne: dwa młode talenty spotykają się przypadkiem w klubie, jeszcze zanim ich zespoły zapiszą się złotymi zgłoskami w historii muzyki. Wspomnienia Cantrella pokazują jednak, że styl, brzmienie i osobowość Dimebaga Darrella od początku wyróżniały go na tle całej ówczesnej sceny.
We wspomnianym wywiadzie Cantrell wspominał, że w tamtym czasie niemal całe życie kręciło się wokół koncertów i klubów (spisane przez rockcelebrities.com):
Pracowaliśmy w dzień, a całe noce spędzaliśmy w klubach. Oglądaliśmy zespoły, wiesz – pół roku w Dallas, pół w Houston. Było kilka rockowych klubów w Dallas, do których chodziliśmy, ale najczęściej bywaliśmy w miejscu zwanym Matley’s Phase 2, gdzie oglądaliśmy rockowe kapele
To właśnie w Houston doszło do kluczowego spotkania:
W Houston był mniejszy klub, Cardies, który uwielbiałem, bo występowały tam świetne zespoły. Widziałem tam mnóstwo niesamowitych koncertów – widziałem Yngwiego Malmsteena w małym klubie, to było coś niesamowitego. Chodziłem tam praktycznie co wieczór i chłonąłem wszystko. I wtedy zobaczyłem Panterę, jeszcze z Terrym przed Philem. Tak poznałem Dime’a i Vinniego – w ’85 roku, właśnie w tym klubie
Cantrell nie ma wątpliwości, co odróżniało Dimebaga od innych gitarzystów:
Jestem fanem ludzi, którzy są mistrzami swojego instrumentu, ale jeszcze bardziej cenię tych, którzy mają w sobie coś wrodzonego, coś kompletnie niepowtarzalnego. Dime był właśnie kimś takim. Od razu złapaliśmy kontakt z nim i z Vinniem. Po koncercie podszedłem do niego, przedstawiłem się i zacząłem wypytywać o wzmacniacze i brzmienie, bo to, co usłyszałem i zobaczyłem było po prostu nie z tej ziemi
Jak dodaje Cantrell, wpływy były czytelne, ale efekt końcowy – absolutnie unikalny:
Był ogromnym fanem Van Halena, było to słychać w jego grze, ale jednocześnie kręciły go cięższe rzeczy. I właśnie z tego wziął się ten miks, który był w Dimebagu. Prawda jest taka, że nie było i nie ma nikogo takiego jak on
Obaj gitarzyści byli wtedy bardzo młodzi, choć Dimebag miał już ugruntowaną renomę:
Miałem wtedy jakieś 18 lat, byliśmy w tym samym wieku, urodziliśmy się w tym samym roku. On miał 18–19 lat, kiedy się spotkaliśmy. Byłem fanem już po tym jednym występie, a potem zacząłem słyszeć o tych konkursach gitarowych w Teksasie, które wygrywał rok po roku. Przez sześć lat z rzędu był uznawany za najlepszego gitarzystę rockowego
Cantrell zakończył wspomnienie bardzo osobistą refleksją:
To było oczywiste – on był kozakiem. Już bardzo wcześnie było widać, że ma niesamowity talent, coś wręcz nadprzyrodzonego. A do tego był po prostu świetnym gościem. Jednym z moich najlepszych przyjaciół w tym całym pirackim rock’n’rollowym świecie
Dziś te wspomnienia tylko potwierdzają, że legenda Dimebaga Darrella nie narodziła się wraz z globalnym sukcesem Pantery. Ona była obecna od samego początku – w małych klubach Teksasu, w jednym riffie, jednym brzmieniu i wrażeniu, które zostawało na całe życie.


