„Gitara była ze mną od zawsze, choć zaczęło się od… narty na pasku” – mówi nasz rozmówca, którego muzyczna droga wiedzie od pierwszych fascynacji Perfectem i TSA, przez wałbrzyskie „podziemia” rockowe lat 80., aż po najnowszy album zespołu Paranoja zatytułowany „Stara Droga”. W rozmowie opowiada o integracji lokalnej sceny, swoich gitarowych inspiracjach – od Sygitowicza i Nowaka po Van Halena i Vai’a – i zdradza, dlaczego aktywne przetworniki EMG pasują mu bardziej niż stereotypowo metalowe konotacje. Z wywiadu dowiecie się też, jak w duecie gitarowym rodzi się chemia, dlaczego na koncertach Paranoja stawia na improwizację i co młodym gitarzystom radzi ktoś, kto od czterech dekad nie rozstaje się z instrumentem.
Jak drogi Twoja i gitary zbiegły się w jedną? Opowiedz przy okazji trochę o tym, jak wyglądało kiedyś i jak wygląda teraz gitarowe, lub ogólnie – rockowe, środowisko Wałbrzycha i okolic? Jesteście jakoś zintegrowani jako artyści z aglomeracji wałbrzyskiej?
Kiedy miałem około 13 lat – co było w ‘83 roku – pod wpływem słuchania winylowych płyt Perfectu, TSA i innych polskich zespołów rockowych z okresu lat osiemdziesiątych, zacząłem biegać po domu z krótką nartą przewieszoną na pasku jak gitara i markować granie na niej. Tato zlitował się i kupił mi używaną gitarę akustyczną ¾ Defil HS-18 w zestawie z książką Jerzego Powroźniaka 'Szkoła gry na gitarze i gitarze hawajskiej’ i tak to się zaczęło
Właściwie w Wałbrzychu i okolicach, było kiedyś i jest teraz znaczne środowisko muzyków rockowych, bluesowych. Mam wrażenie jednak, że teraz ta integracja jest trochę większa z racji okresowo odbywających się jam session w klubie A’Propos. Znamy się i szanujemy, spotykamy czasem na lokalnych scenach. Mam wrażenie, że nasz kontakt jest dobry.

Wasza muzyka łączy klasyczny blues-rock z elementami hard rocka i ballady, czyli sprawdzony od dekad zestaw dań. W Polsce grali tak – by sięgnąć najwyższej półki – m.in. Perfect na płycie „Jestem”. Powiedz proszę o swoich inspiracjach. Słuchasz jakichś nowych rzeczy, czy raczej „klasyki”, czy może tylko radia w samochodzie?
Przez lata uzbierało się tych inspiracji i z czasem wymieszały się one ze sobą. Zaczęło się od polskich gitarzystów: Andrzeja Nowaka i Ryszarda Sygitowicza, poprzez Hendrixa, Claptona, Becka, Page’a, a kończąc na Van Halenie, Satrianim i Vaiu. Jednak z czasem zauważyłem, że do tych inspiracji włączam zawsze swoje jakieś kulawe frazowanie i brzmienie zawsze też mam swoje. Teraz słucham już właściwie wszystkiego i niekoniecznie jest to muzyka gitarowa. Lubię spacerować, zakładam słuchawki i słucham dobrej muzy z serwisów streamingowych.
Usystematyzujmy to – „Stara droga” to wasza druga, trzecia czy czwarta płyta? W Internecie zdania są podzielone… Czy te płyty dokumentują także zmiany w składzie zespołu?
Zespół Paranoja jest kontynuacją zespołu Paranoja Hotel, który powstał w 2012 roku. Biorąc to pod uwagę, to CD „Stara Droga” jest właściwie czwartą płytą. Pierwszy był CD „ Live in Apropos Club 2019”, potem EP-ka „Siła jest w nas”, CD „Pytania” z 2022 roku i najnowszy wspomniana „Stara Droga” z bieżącego roku. I tak, każda z tych płyt była nagrywana w trochę innym składzie, przede wszystkim ze zmianami na wokalu i zastąpieniem saksofonu przez drugą gitarę.
Słuchając „Starej drogi” ma się wrażenie, że jesteście zawsze bliżej synkopy, niż „straight”. To jest Wasz przepis na współczesnego blues rocka?
Z tym naszym synkopowaniem to śmieszna historia, bo Mietek – nasz perkusista, czasami na próbie stwierdza z poważną miną, że dobrze by było w końcu zrobić jakiś numer z akcentem na raz.
Nasz przepis jest taki: robić numery z korzeniem bluesowym, ale jednak, żeby nie było to typowe granie w tym gatunku, chcemy zainteresować słuchacza nietypowymi zabiegami aranżacyjnymi, czy harmonicznymi
Da się usłyszeć, że zastąpienie saksofonu drugą gitarą na „Starej Drodze” to był słuszny krok. Zrobiło się bardziej stylowo i charakternie. Jak sam, jako gitarzysta, oceniasz tę zmianę?
Z jednej strony był to krok wymuszony odejściem z zespołu saksofonisty, ale jak się potem okazało – słuszny. Początkowo byłem pełen obaw. Od 2012 roku byłem jedynym gitarzystą w zespole, co dawało mi dużą przestrzeń do grania. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne. Robert Piotrowski nasz nowy gitarzysta okazał się bardzo dobrym muzykiem i partnerem do grania, od pierwszych prób złapaliśmy dobry kontakt muzyczno-towarzyski.

Ostatnio Warren Haynes powiedział, że, aby w gitarowym duecie w zespole pojawiła się magia, musi być balans – nie za wiele różnic, ale też nie można grać zbyt podobnie. Jak aranżujesz gitary z Robertem Piotrowskim? Macie jakieś sprawdzone „patenty”?
Mamy taki patent grania synchronicznego gitar, każda z nich gra trochę inaczej w utworze, ale w całości składa się to w jeden dobrze działający mechanizm, coś takiego stosuje Keith Richards z Ronnie Woodem w Stonesach. Oczywiście kiedy trzeba uzyskać efekt wzmocnienia riffu gramy też unisono.
Zauważyłem, że niektóre utwory aranżujecie tak, by na koncertach mogły rozwinąć się w dłuższe, improwizowane formy. Przyznaję, że nie byłem nigdy na Waszym koncercie, ale powiedz, czy mam rację z tymi rozbudowanymi improwizacjami? „Reżyserujecie” swoje występy właśnie w tym duchu?
Oczywiście, nie ma nic piękniejszego dla gitarzysty, niż utwory w których wie, że może się wykazać muzycznie. Unikamy poprzez to nudy wykonawczej na koncertach, gdyż dany numer może się rozwinąć w nieznaną stronę każdego wieczoru, kiedy gramy. Wywodzimy się z grania koncertowego, takie rzeczy nas kręcą.

Na jakim sprzęcie grasz? I dlaczego głównie Fenderach?
Fender pasuje mi generalnie pod względem uniwersalności brzmienia, wygody grania i wyglądu. Wszystkie swoje gitary modyfikuję osobiście w zakresie aktywnych przetworników EMG, oprócz pracy w drewnie i wymiany progów – prac typowo lutniczych, które zlecam. Moim numerem jeden jest zmodyfikowany Stratocaster American Professional w kolorze olimpic white z aktywnymi czerwonymi przetwornikami EMG 57/SA/SA w układzie HSS z tremolem VegaTrem i stalowymi progami w radiusie 12”.
Mam drugiego podobnego Stratocastera American Pro tylko z hebanową podstrunnicą. Jest też Fender Telecaster American Performer i rodzynek Gibson Les Paul oraz Steinberger, wszystkie wyposażone w aktywne przetworniki EMG w różnych konfiguracjach.
A dlaczego aktywne EMG? Wbrew pozorom można je używać także w innej muzyce niż metalowa, brzmią bardzo ciepło i klarownie, pasują mi.
Jeżeli chodzi o wzmacniacze to mam zestaw studyjny składający się z komba Koch Jupiter 45 i Marshalla Origin 20H z kolumną Laboga na głośniku 12’ Celestion Vintage 30, do tego kilka kostek.
Mój zestaw koncertowy jest bardzo prosty: Fender FR12 do którego wpinam Kemper Player ze sterownikiem midi i zestawem bezprzewodowym Shure GLXD16

Co poradziłbyś młodym gitarzystom, którzy chcą tworzyć autorską muzykę blues-rockową? Zapytam przekornie – warto w dzisiejszych czasach postawić jakieś pieniądze na rockowy „oldschool”?
Grać, grać i jeszcze raz grać> Na muzykę zawsze warto postawić, ale warto mieć także jakieś zajęcie w odwodzie pozwalające na godne życie 😉. Powszechnie wiadomo, że z muzyki spoza głównego nurtu promowanego przez wielkie koncerny muzyczne trudno jest się utrzymać.
Na koniec przytoczę cytat z Krzysztofa Ścierańskiego, zapytanego w jaki sposób dobrze grać na gitarze, odpowiedział „ No, trzeba mieć codzienny kontakt z gitarką”. Miejcie kontakt!


