Historia rocka pełna jest momentów, w których muzyczne intuicje jednego członka zespołu zmieniały kierunek całej kapeli. Jednym z najważniejszych takich momentów dla Metalliki był okres pracy nad albumem „Master of Puppets” z 1986 roku – ostatnim nagranym z basistą Cliffem Burtonem. Jak po latach przyznaje perkusista Lars Ulrich, on i James Hetfield nie od razu byli gotowi na oryginalne pomysły swojego nowego kolegi.
W archiwalnym wywiadzie przypomnianym przez magazyn Classic Rock Ulrich wspomina, że materiał na płytę powstawał głównie w maju i czerwcu 1985 roku, kiedy zespół przeglądał najlepsze riffy z nagranych wcześniej taśm. Cliff Burton był już wtedy w Metalllice od kilku lat i coraz śmielej proponował rozwiązania harmoniczne oraz melodyczne, które wykraczały poza pierwotny thrashowy język zespołu.
Lars Ulrich wspominał:
Cliff był w zespole już od kilku lat i wnosił dużo harmonii oraz melodii. Jamesowi i mnie zajęło trochę czasu, żeby otworzyć się na jego pomysły dotyczące harmonii i melodii, bo wcześniej nigdy nie graliśmy takich rzeczy. Ale po pewnym czasie zaczęliśmy to rozumieć – i wtedy zaczęliśmy więcej eksperymentować
James Hetfield dodał z kolei, że nawet w trakcie pisania tak dziś kanonicznych utworów towarzyszyły im wątpliwości. Gdy powstawał refren tytułowego „Master of Puppets”, James miał wręcz obawy, że brzmi zbyt przystępnie:
Pamiętam, że pomyślałem wtedy: to jest za bardzo komercyjne, zbyt oczywiste. Naszą mantrą było: jeśli coś przychodzi zbyt łatwo, to znaczy, że coś jest nie tak
W każdej kapeli prędzej czy później pojawia się moment, w którym ktoś wnosi pomysł mniej lub bardziej wywracający dotychczasowy porządek. W przypadku Metalliki był to Burton – muzyk wychowany na progresywnym rocku i muzyce klasycznej, który do brutalnego thrashu zaczął przemycać harmonie i melodie z poza metalowego kanonu.
I trzeba uczciwie powiedzieć: to naturalne, że zespół nie zawsze przyjmuje takich rzeczy od razu z otwartymi ramionami. Zwłaszcza gdy ktoś jest „tym nowym” – nawet jeśli jest już w grupie od jakiegoś czasu, wciąż musi wywalczyć sobie przestrzeń. Każdy muzyk, który kiedykolwiek dołączył do działającej kapeli, wie, jak delikatny to moment. Z jednej strony chcesz wnieść coś od siebie. Z drugiej – nie chcesz wyjść na takiego, kto przyszedł i od razu próbuje zmieniać wszystko.
Zasada ogólna jest taka, że trzeba po prostu dać pomysłom czas. Na początku mogą brzmieć obco. Mogą nie pasować do obrazu zespołu, który mamy w głowie. Ale jeśli są dobre – prędzej czy później zaczną pracować na korzyść całej muzyki. Tak jak w przypadku „Master of Puppets” – to m.in. te harmoniczne i melodyczne pomysły sprawiły, że płyta do dziś uchodzi za jeden z najważniejszych albumów w historii metalu.


