Przez lata głośno było o konfliktach między Ozzym Osbourne’em a Tony’m Iommim. Rzadziej mówiło się o tym, że Ozzy już dawno przyznał, iż gitarzysta był ofiarą własnego zespołu — i to dosłownie.
Ozzy Osbourne i Tony Iommi to jeden z najbardziej skomplikowanych duetów w historii rocka. Łączyło ich wszystko — Birmingham, szkolne lata, wspólne wymyślenie heavy metalu (bagatela!) — i przez dekady niemal wszystko ich dzieliło. Wyrzucenie Ozzy’ego z Sabbath w 1979 roku, lata niechęci, batalia sądowa o nazwę zespołu, wzajemne pretensje podczas trasy pożegnalnej. A jednak pod tym wszystkim tliło się coś, co Ozzy sam nazwał dopiero przy okazji pierwszego reunion w 1997 roku — poczucie winy wobec człowieka, który przez lata trzymał zespół na plecach.
W wywiadzie z tamtego okresu, który niedawno trafił ponownie do sieci dzięki kanałowi Sunset Vinyl, Ozzy mówił bez ogródek:
Zawsze mówią, że nie wiesz, co miałeś, dopóki tego nie stracisz. Sabbath jest tego dowodem i chętnie to przyznam. Mam na myśli to, że Tony Iommi i ja nigdy nie byliśmy tak naprawdę blisko, kiedy byliśmy razem. Bo co się działo — ćpaliśmy i chlaliśmy, a on był jedynym facetem w miarę przyzwoitym stanie, żeby w ogóle robić te albumy
A potem dodał zdanie, które brzmi jak spóźniona, ale szczera rehabilitacja Iommiego:
Robił te albumy, a potem narzekał, że nie podoba nam się, jak je zrobił. Patrząc wstecz — to było wobec niego dość niesprawiedliwe
Wynika z tego, że podczas gdy reszta Sabbath topiła się w narkotykach i alkoholu, Iommi — sam nie będący świętoszkiem, jak sam przyznawał — był tym, który faktycznie wchodził do studia i grał. Wymyślał riffy, nagrywał partie, składał albumy w całość. A potem słyszał, że coś jest nie tak.
Ten schemat nie był jednorazowy. Geezer Butler ujawnił niedawno, że dokładnie ta sama dynamika powtórzyła się przy nagraniu ostatniego albumu Sabbath, „13” z 2013 roku:
Ten ostatni album Sabbath to było głównie dzieło Tony’ego, we własnym studiu w Anglii. On wymyślił praktycznie całą muzykę. Potem dołączyliśmy ja i Ozzy — Ozzy wymyślił linie wokalne, ja napisałem teksty
Iommi był więc fundamentem Black Sabbath nie tylko jako autor riffów, które zdefiniowały heavy metal, ale też jako jedyna osoba w studiu, która niezależnie od okoliczności po prostu robiła swoją robotę. Przez lata to Tony był tym złym — surowym, bezkompromisowym, kontrolującym. Ozzy przyznał w 1997 roku, że historia była bardziej skomplikowana. I że Iommi na więcej zasługiwał.


