Producent Michael Beinhorn, znany ze współpracy m.in. z Soundgarden, Ozzym Osbournem, czy Marilyn Mansonem, po latach wrócił wspomnieniami do pracy z Red Hot Chili Peppers i nie szczędził przy tym kontrowersyjnych opinii, m.in. takich, że Anthony Kiedis kompletnie nie radzi sobie z intonacją!
Beinhorn trafił do świata Chili Peppers w drugiej połowie lat 80., gdy zespół przygotowywał się do nagrania albumu „The Uplift Mofo Party Plan” (1987). Wcześniej muzycy próbowali nawiązać współpracę z Rickiem Rubinem, jednak gdy to się nie udało, to właśnie Beinhorn odegrał kluczową rolę w kształtowaniu ich brzmienia. Jak wynika z oficjalnej historii zespołu, producent mocno naciskał, by Kiedis wyszedł poza swój rapowany styl i spróbował bardziej melodyjnego śpiewu — co było dla wokalisty wyraźnie niekomfortowe.
Temat wokalu powrócił przy okazji pytania o utwór „Knock Me Down” z płyty „Mother’s Milk” (1989), pierwszego albumu zespołu nagranego z Johnem Frusciante. Piosenka, poświęcona pamięci zmarłego gitarzysty Hillela Slovaka, znacząco różniła się od wcześniejszego repertuaru RHCP i stawiała na wyraźną melodię oraz harmonię wokalną. To właśnie wtedy, jak wyjaśnił Beinhorn, zapadła decyzja o powierzeniu głównej partii wokalnej… Frusciante.
Podczas sesji na Reddicie otwarcie przyznał, że problemy wokalne Anthony’ego Kiedisa miały realny wpływ na decyzje podejmowane w studiu:
’Knock Me Down’ — to był ogromny krok w bok względem wcześniejszego brzmienia RHCP. John śpiewa ten utwór – a właściwie jego głos jest głośniejszy w miksie – ponieważ piosenka jest melodyjna, a Anthony był i jest głuchy na wysokość dźwięku — po prostu nie słyszy intonacji
Beinhorn dodał, że Frusciante w dużej mierze odpowiadał za kompozycję utworu, w tym za linię melodyczną, dlatego jego obecność na wokalu była w pełni uzasadniona:
John w zasadzie napisał ten numer, łącznie z melodią, więc nie było nic niestosownego w tym, że to on go zaśpiewał — tym bardziej że w pewnym sensie idolizował Hillela
Relacje między zespołem a producentem podczas pracy nad „Mother’s Milk” były jednak napięte. Konflikty dotyczyły zwłaszcza brzmienia gitar Frusciante oraz ogólnego kierunku artystycznego albumu. Beinhorn przyznał również, że reakcja Kiedisa na gotowy materiał była daleka od entuzjazmu:
Mogę się mylić, bo to było prawie 40 lat temu, ale nie sądzę, żeby istniała dłuższa wersja 'Knock Me Down’ niż ta, która trafiła na płytę. Jeśli chodzi o reakcję zespołu na finalny miks… tak naprawdę nigdy się nie dowiedziałem, co o nim myśleli. Kiedy po raz pierwszy puściłem Anthony’emu utwory z gotowymi partiami gitar — a nie był wcześniej obecny na sesjach — kompletnie się załamał. I to zdecydowanie nie w pozytywnym sensie. Mam wrażenie, że zespół w pewnym sensie wyparł ten album właśnie z tego powodu
Choć „Mother’s Milk” bywa dziś uznawany za ważny etap w rozwoju Red Hot Chili Peppers i początek nowej ery z Frusciante, słowa Beinhorna pokazują, jak burzliwy i niejednoznaczny był proces jego powstawania — oraz jak daleko zespół był wówczas od artystycznej spójności, którą osiągnął dopiero kilka lat później.


