Kerry King, legendarny gitarzysta Slayera, w rozmowie z Metalshop TV opowiedział o swoich przekonaniach, inspiracjach i podejściu do tekstów, które od czterech dekad budzą kontrowersje. Choć w jego twórczości roi się od motywów „piekielnych”, sam artysta jasno stawia sprawę – dla niego to fikcja i forma opowieści, a nie wyraz wiary.
Kerry’ego Kinga od zawsze inspirowało kino grozy – to właśnie z niego czerpał atmosferę i tematykę, które później przenosił na scenę. Jak sam twierdzi, traktowanie diabelskich tekstów Slayera dosłownie to absurd. Dla niego liczy się klimat i storytelling, a nie religia, czy ideologia.
Zapytany o najdziwniejsze plotki, jakie o sobie słyszał, King przypomniał najpierw początki Slayera:
To pewnie były te wczesne lata, zanim udzielałem wielu wywiadów. Bo kiedy już je dawałem, to mówiłem prosto z mostu, niczego nie wymyślając. Ale na początku krążyło tyle rzeczy: że jesteśmy nazistowskimi faszystami, czcicielami szatana i tak dalej
Gitarzysta wyjaśnił, że jego teksty są świadomą kreacją, a nie manifestem poglądów:
Piszę piosenki o diable, ale dla mnie to jak tworzenie krótkich opowiadań do filmu grozy. Czy wierzę, że diabeł wróci i powstanie z piekła? Nie. Ale napisałem to z własnej perspektywy. Czy wierzę w słowa utworu 'Crucifixion’? W ani jedno. Ale to świetna piosenka
King podkreślił też, że nie zamierza nikogo wprowadzać w błąd ani wzmacniać mitów narosłych wokół Slayera:
Piszę dla rozrywki i dbam o to, by ludzie wiedzieli, że nie wprowadzam nikogo w błąd ani nie daję paliwa tym, którzy mówią, że jesteśmy tacy czy owacy. Nie. Powiem wam prosto z mostu: jestem ateistą, ale o tym nie jest fajnie pisać









