Steve Morse dziś uchodzi za jednego z najbardziej wszechstronnych gitarzystów rocka i fusion, ale początki jego edukacji muzycznej wcale nie były łatwe. W niedawnym wywiadzie dla Louder były gitarzysta Deep Purple wrócił wspomnieniami do studiów na University of Miami School of Music, gdzie — zamiast uznania — spotkał się z kpinami, głównie z powodu… wyboru instrumentu.
We wspomnianym wywiadzie Steve Morse przyznał, że już na starcie miał problem z odnalezieniem się w akademickim środowisku:
Program muzyczny w Miami nie był dla mnie idealny. Bardzo interesowała mnie gitara klasyczna, ale jazzowy wydział mniej — grałem wtedy utwory Jimmy’ego Page’a i dziwną, nastoletnią muzykę pełną emocji. Nie wiedziałem, jak to wszystko ma zadziałać. Nie pasowałem do ludzi od klasyki — nie byłem wystarczająco zaawansowany
Najbardziej zapadł mu jednak w pamięć moment przesłuchania do programu jazzowego. W tamtym czasie duże jazzowe „pudła” były standardem, kojarzonym z takimi nazwiskami jak Montgomery, Charlie Christian czy Joe Pass, a elektryczny Telecaster wydawał się w tym środowisku instrumentem zupełnie nie na miejscu:
Początek w Miami był trudny. Jazzmani śmiali się, kiedy zobaczyli mnie na przesłuchaniu z Telecasterem. To nie była właściwa prezencja. Powinieneś mieć akustyczną gitarę hollow body z przetwornikiem — jak Wes Montgomery. Przewracali oczami i powiedzieli: ‘Wrzućcie go do rockowego zespołu’, który w rzeczywistości był grupą latin jazzową. Było nas tam sześciu — gitarzystów takich jak ja, którzy oblali przesłuchanie jazzowe. Nle nagle znalazłem się wśród ludzi, z którymi mogłem się utożsamić.
To właśnie wtedy zaczął intensywnie komponować, łączyć style i eksperymentować z fuzją jazzu i rocka, co później stało się jego znakiem rozpoznawczym.
Historia Morse’a dobrze pokazuje, jak bardzo zmienił się świat gitarowy na przestrzeni dekad. Dziś Telecaster jest pełnoprawnym narzędziem także w jazzie — korzystają z niego m.in. Bill Frisell czy Julian Lage — ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu akademickie środowiska potrafiły być wyjątkowo konserwatywne. Podobne doświadczenia wspominało wielu gitarzystów fusion i rocka, którzy początkowo nie mieścili się w sztywnych ramach edukacji muzycznej, by później zbudować własny język brzmieniowy i stać się inspiracją dla kolejnych pokoleń instrumentalistów.











