Steve Vai przypomniał sobie sytuację, kiedy Frank Zappa zatrzymał koncert, aby pochwalić jego grę – co było rzadkością, bo zwykle Zappa wykorzystywał momenty występów, by krytykować swoich muzyków.
Granie w zespole Franka Zappy często porównywane było do szkoły muzycznej, gdzie mistrzowska dyscyplina była podstawą nauki. Podobnie zresztą wspominał to Adrian Belew, twierdząc, że praca z Zappą wymagała nieustannej koncentracji i precyzji, a pochwały zdarzały się niezwykle rzadko.
W rozmowie z Billym Corganem na jego youtube’owym kanale, Steve Vai wspomina swój pierwszy znaczący moment pod okiem Zappy. Można by to uznać za przechwałki, ale Vai naprawdę dokonał wielkich rzeczy, dając radę, jako 20-latek, oczekiwaniom Zappy (spisane przez Ultimate Guitar):
Frank nie był zbyt hojny w udzielaniu komplementów… Jedną z pierwszych rzeczy, które dla niego nagrałem, był jeden z solowych fragmentów na gitarze, które przetranskrybowałem. To był około sześciominutowy solowy fragment w którym dublowałem jego gitarę – każdą nutę, każdy dźwięk, wszystko – za jednym podejściem. Frank nie był w najlepszym humorze, bo właśnie wrócił od dentysty. A ja byłem dzieciakiem. Miałem 20 lat i robiłem tę niemożliwą rzecz. I dla mnie to było jak wyzwanie: ‚Musisz to zrobić dobrze, dasz radę’. Więc grałem, a kątem oka widziałem, że Frank odchyla głowę do tyłu – co później zrozumiałem, oznaczało, że naprawdę się interesuje i się śmieje… Myślałem, że śmieje się, bo coś zepsułem. Kiedy skończyłem, pomyślałem: ‚Dobra, wychodzę stąd’. A Frank podnosi słuchawkę i dzwoni do swojej żony Gail i mówi: ‚Gail, zejdź tutaj. Musisz to zobaczyć.’
Kolejna sytuacja miała miejsce podczas wykonania utworu „Montana”:
Była jeszcze jedna okazja i była bardzo interesująca. Wiesz, Frank oczekiwał, że zagrasz właściwe nuty. Dał mi kilka fragmentów, które były bardzo wymagające na gitarze. Był też utwór o nazwie ‚Montana’. Nigdy wcześniej nie miał nikogo, kto grałby te zawiłe melodie… A Billy… on pisał to na pianinie. To nie miało sensu na gitarze, wiesz? Więc grałem ‚Montana’, to był pierwszy koncert i Frank nie wiedział, jak dam radę wykonać całą tę bardzo złożoną muzykę na scenie i zrobić to poprawnie. Ale, wiesz, w głębi ducha byłem jak kuloodporny, pewny siebie, zadufany. Przerażony na śmierć przy Franku, ale myślałem zawsze w kategoriach wyzwania, ‚Co chcesz, żebym zrobił? Dawaj.’
Vai kontynuował:
No i gramy ten koncert, a musisz wiedzieć, że jeśli ktoś popełniał błędy, on od razu to wytykał na scenie. Zatrzymywał występ i wytykał… Mówił: ‚Za szybko dla ciebie, co?’ Nie zawsze, ale jeśli był to totalny chaos albo coś żenującego to tak robił… Więc jestem gotowy, nadchodzi mój fragment i zrobiłem to perfekcyjnie. I Frank zatrzymuje zespół, a ja myślę: ‚O nie.’ Patrzy na mnie, podnosi mikrofon i mówi: ‚Nieźle, młody.’
Te wspomnienia pokazują, że choć Zappa był surowym i wymagającym liderem, potrafił docenić wyjątkowy talent, a jego pochwały, choć rzadsze niż krytyka, miały dla Vaia ogromne znaczenie w rozwoju muzycznym i w budowaniu jego pewności scenicznej. Więc dlaczego nie miałby się teraz tym delikatnie pochwalić?


