Czy rock naprawdę umarł? Choć niektórzy – jak Gene Simmons z Kiss – głoszą koniec epoki rocka, Tobias Forge z Ghost przekonuje, że gatunek ma się lepiej, niż mogłoby się wydawać. Według niego wszystko zależy od tego, czy damy szansę nowym zespołom. I kapeli Greta Van Fleet.
Choć w środowisku rockowym od lat powraca fraza o „śmierci rocka”, wyartykułowana po raz pierwszy przez Gene’a Simmonsa, nie wszyscy podzielają ten pesymizm. Tobias Forge, lider zespołu Ghost, w rozmowie z Consequence wyraził przekonanie, że rock ‘n’ roll wciąż ma przed sobą świetlaną przyszłość – wystarczy spojrzeć poza klasyczne nazwiska.
Wielu powtarza, że rock umarł – Gene Simmons chyba najczęściej. Rozumiem to, bo przez dłuższy czas rzeczywiście brakowało nowych headlinerów. Ale uważam, że wraz z odejściem legendarnych zespołów pojawi się miejsce na nowe
Forge nie ma wątpliwości, że młode kapele wciąż mogą osiągnąć sukces – pod warunkiem, że podejdą do muzyki z pasją i kreatywnością:
Możesz założyć zespół nawet jutro, a za kilka lat grać na wielkich scenach. Trzeba tylko naprawdę chcieć coś stworzyć
Problem, według frontmana Ghost, leży jednak w mentalnym „zamrożeniu czasowym” – szczególnie widocznym wśród starszych fanów. Jak tłumaczy, zespoły, które zadebiutowały po 2000 roku, wciąż bywają postrzegane jako „nowe” – nawet jeśli istnieją od dekady lub dłużej:
W metalowym środowisku często panuje hierarchia oparta na wieku. Jeśli ktoś zaczynał po 2000 roku, to dla wielu słuchaczy wciąż jest ‘nowy’, nawet jeśli ci słuchacze sami się zestarzeli
Forge broni także formacji takich jak Greta Van Fleet, które bywają krytykowane za zbyt wyraźne inspiracje klasyką rocka. Według niego zarzuty o naśladownictwo są niesprawiedliwe:
Nie chcę już słyszeć hejtu na Greta Van Fleet. Ich intencje są szczere – to nie ich wina, że brzmią podobnie do Led Zeppelin. Po prostu tacy są. I tyle
Chciało by się powiedzieć, OK, hejt jest zły, intencje mają szczere, ale czyja niby to wina, że brzmią jak Led Zeppelin? Jasne, że ich, tylko, że to nie wina, ale muzyczna cecha. Forge dostrzega, że młodsi fani są bardziej otwarci i mówi to, od czego w zasadzie mógłby zacząć, bo to „oczywista oczywistość” – zachęca do czerpania inspiracji z przeszłości – ale bez kopiowania:
Jasne, można mówić, że jesteśmy Mercyful Fate/Blue Öyster Cult/Alice Cooper wannabe. Ale chodzi o to, żeby pójść dalej. Nie wystarczy mieć jednego idola i chcieć brzmieć jak on. Trzeba dodać coś od siebie – tylko tak możesz naprawdę zaistnieć


