Jedno z tych pytań, które elektryzują każdego gitarzystę, brzmi: jak to jest wejść w buty Eddie Van Halen i zagrać jego partie na żywo? Odpowiedź nie jest ani prosta, ani komfortowa – o czym otwarcie mówią w najnowszym wywiadzie Steve Vai i Joe Satriani.
W rozmowie z Eddiem Trunkiem obaj gitarzyści (którzy związali się ostatnio projektem Satch Vai Band) przyznali, że granie partii Van Halena to znacznie więcej niż techniczne odtworzenie dźwięków. To konfrontacja z czymś, co jest nieuchwytne – z artykulacją, intonacją, timingiem i specyficzną „logiką” gry, której nie da się skopiować jak nut z kartki.
Vai, który w latach 80. grał u boku David Lee Roth na albumach „Eat ’Em and Smile” i „Skyscraper”, wspomina, że podszedł do tematu po swojemu. Nie próbował analizować każdego niuansu dotyku Eddiego, bo – jak sam sugeruje – przekroczyłby granicę, za którą zaczyna się nieudolne naśladownictwo (cytaty spisane przez Ultimate Guitar):
To było wiele lat temu, w latach 80., kiedy pojawiła się ta okazja. Byłem pełen energii i pomyślałem, że to świetna szansa, żeby zagrać niesamowite partie gitarowe. Bo partie Edwarda są jak małe orkiestracje. Fantastycznie leżą pod palcami, są świetnie skonstruowane i po prostu dają ogromną frajdę z grania. Nie zastanawiałem się wtedy głęboko nad tym, jak dokładnie on dotykał instrumentu, bo to była granica, której nie chciałem przekraczać. Po pierwsze, nie zrobiłbym tego dobrze, a po drugie, dużo lepiej wychodziło mi granie w sposób, który był naturalny dla mnie. I właśnie to zrobiłem
Satriani ma inne doświadczenie. Od lat gra z Sammym Hagarem, wykonując repertuar Van Halen, m.in. w ramach The Best of All Worlds Tour. I choć – jak mówi – podziwia konstrukcję tych riffów i solówek, nie ukrywa, że niektóre fragmenty wciąż wydają mu się „niezgrabne” pod palcami:
Jak powiedział Steve, uczysz się tych partii, cieszysz się tym, jak pięknie są złożone, i starasz się włożyć w nie jak najwięcej radości. Ale niektóre rzeczy do dziś wydają mi się niezręczne. Kiedy oglądasz nagrania, widać, że Edowi przychodziło to zupełnie naturalnie. Ostatnio pracowałem nad utworem ‘Cabo Wabo’ i są tam typowe, idiosynkratyczne zagrania Eddiego, których ja nigdy bym nie zagrał. I kiedy je grasz, myślisz: 'Dlaczego on to tak zrobił? Czy nie byłoby naturalniej inaczej?’. Ale muszę się zatrzymać i powiedzieć sobie: naucz się tego tak, jak on to zagrał. Od tego trzeba zacząć
Co ciekawe, sam Van Halen w przeszłości komplementował technikę Vaia, jednocześnie sugerując, że brakowało mu „vibe’u”…
Dla nas płynie z tego prosta lekcja. Na pewnym poziomie zaawansowania największe wyzwanie nie polega na zagraniu trudnej partii, ale na zagraniu jej tak, by zachować jej charakter, a jednocześnie nie stracić własnej tożsamości. A jeśli nawet Vai i Satriani mówią, że coś „wciąż czuje się niezręcznie”, to znaczy, że geniusz Van Halena naprawdę wymyka się wszelkim porównaniom.
A przy okazji: ostatni teledysk i singiel duetu Satch Vai Band brzmi tak:


