Vanilla Fudge to nazwa, która dziś wywołuje u wielu fanów klasycznego rocka nostalgię, lecz wśród młodych fanów rocka jest totalnie zapomniana. Może to dlatego, że za swoich najlepszych lat zespół ten nie osiagnął należnej mu sławy. Choć często klasyfikowana jako „psychodeliczna grupa z końca lat 60”., jej wpływ sięgał znacznie dalej, obejmując nie tylko rock progresywny, ale także hard rock czy heavy metal, inspirując gigantów takich jak Deep Purple, Led Zeppelin i nawet wczesne Black Sabbath.
Vanilla Fudgie powstał w Nowym Jorku i tworzyli go: Tim Bogert, Mark Stein, Vince Martell oraz Carmine Appice. Ich znakiem rozpoznawczym stały się potężne aranżacje, dynamiczna sekcja rytmiczna i charakterystyczne organy Hammonda, brzmiące ciężko, psychodelicznie i nowatorsko jak na tamte czasy. Wersja hitu The Supremes – „You Keep Me Hangin’ On” kompletnie przedefiniowała popowy klasyk, robiąc z niego muzyczny walec. Niestety sukces nie trwał długo. Zabrakło chyba „odpowiednich” do odniesienia sukcesu utworów, a ambicje twórcze członków grupy szły w parze z ichinterpersonalnymi konfliktami i w 1970 roku zespół się rozpadł.
Perkusista Carmine Appice nie ma wątpliwości, że jego zespół był pionierem ciężkiego rocka. Jak mówił w wywiadzie dla serwisu Music Radar:
Jeśli Vanilla Fudge się nie rozpadło, mogliśmy być tak wielcy jak Led Zeppelin, albo przynajmniej Deep Purple. Nie wytrwaliśmy, ale mieliśmy to coś
Warto podkreślić, że ich debiutancki album z 1967 roku ukazał się przed pierwszymi płytami Led Zeppelin i Deep Purple. Mimo to historia napisała inny scenariusz. Appice dodaje:
Wpłynęliśmy na Deep Purple, Led Zeppelin, i na wielu innych. Brzmienie tych organów z ciężką sekcją rytmiczną, nasze niesamowite aranżacje, dynamika i harmonie – o to właśnie chodziło. Wszystkie nasze aranżacje, sposób, w jaki to składaliśmy, wszystkie głosy i świetna gra – to wszystko wpłynęło na rock progresywny. Byliśmy inni niż wszyscy
Vanilla Fudge przesuwali granice brzmienia instrumentów. To właśnie Carmine jako jeden z pierwszych perkusistów używał ogromnych bębnów, które później stały się znakiem rozpoznawczym Johna Bonhama:
Poszedłem do lombardu, kupiłem 26-calową centralkę Ludwiga i pomyślałem: ‘Wow, może jeśli wezmę większą centralkę, będzie mnie słychać.’ I to był ten zestaw, na którym grałem z Vanilla Fudge w The Ed Sullivan Show. Nikt wtedy tego nie miał, ale ja tak. To stworzyło modę. Następna rzecz, jaką zauważyłem, to wszędzie wielkie centrale…
Utwory Vanilla Fudgie, pełne dramatyzmu, powolnych temp, chóralnych harmonii i ciężkich riffów, stały się wzorcem dla późniejszego rocka progresywnego a nawet metalu. To, co stworzyli, okazało się większe niż oni sami i nie stali się drugim Led Zeppelin, czy Deep Purple, ale ich muzyka wpłynęła na te zespoły bardziej, niż ktokolwiek przypuszczał.
Po rozpadzie Vanilla Fudge jej członkowie nie zniknęli ze sceny – wręcz przeciwnie, odegrali ważne role w historii rocka. Carmine Appice został jednym z najbardziej wpływowych perkusistów w muzyce rockowej, grał m.in. z Rodem Stewartem, Jeffem Beckiem, Ozzym Osbourne’em i współtworzył hit „Da Ya Think I’m Sexy?”. Tim Bogert, basista o charakterystycznym stylu, również współpracował z Jeffem Beckiem (w trio Beck, Bogert & Appice) i zapisał się jako pionierska postać rockowej gry na basie. Mark Stein, głos i organy Vanilla Fudge, udzielał się w studiu jako muzyk sesyjny, komponował i występował m.in. z Alice Cooperem i Dave’em Masonem, kontynuując działalność w klimatach rocka i muzyki filmowej. Z kolei Vince Martell, gitarzysta, kontynuował karierę solową w blues-rocku, wydając albumy i uczestnicząc w kolejnych reaktywacjach Vanilla Fudge.
Przypomnijmy sobie zatem ten zespół i ich prekursorskie, ciężkie brzmienie.











