Od momentu, gdy tydzień temu pisaliśmy o wezwaniach Fendera do zaprzestania produkcji gitar „stratocasteropodobnych”, sprawa eskalowała w tempie, którego nikt się nie spodziewał. I to nie w sądzie, lecz w internecie.
Fender wciąż nie odpowiada na pytania mediów. A gitarowa społeczność czeka, bo wynik tej sprawy dotknie każdego, kto kiedykolwiek kupi, sprzeda lub zbuduje gitarę inspirowaną kształtem, który Leo Fender narysował ponad siedemdziesiąt lat temu.
25 maja minął deadline, który Fender wyznaczył firmom na odpowiedź prawną. Co wydarzyło się po tym terminie — tego jeszcze nie wiemy, ale to, co wydarzyło się przed nim, wywołało reakcję łańcuchową, jakiej Fender z pewnością nie planował.
Pierwszym, który powiedział głośno „nie” był Phillip McKnight — prowadzący jeden z największych gitarowych kanałów na YouTube, który jako pierwszy ujawnił treść pism rozsyłanych przez kancelarię Bird & Bird. McKnight twierdzi, że skontaktowało się z nim co najmniej sześć firm, które dostały podobne wezwania, i nazywa działania Fendera wprost:
Fender postawił na opcję atomową wobec wszystkich małych producentów — i w ogóle na wszystkich producentów
Drugi głos okazał się tak samo głośny. Tim Pierce — sesyjny gitarzysta legenda, który nagrywał dla Michaela Jacksona, Bruce’a Springsteena i wielu innych artystów, a na YouTube zgromadził tysiące oddanych fanów — opublikował filmik i użył wymownych słów:
Fender, jeśli robilibyście lepsze gitary, nie musielibyście robić czegoś takiego. Wygraliście sprawę w Düsseldorfie, gdzie wasz przeciwnik nawet się nie pojawił, bo podrabiał gitary. Świetnie, cieszę się, że wygraliście. Ale zamienianie tego w list, który dostają moi przyjaciele… Mam przyjaciół pracujących w Fenderze i martwię się o nich. Mam przyjaciół pracujących w firmach gitarowych, które nie są Fenderem, i martwię się o nich
Pierce nazwał całą akcję „brand suicide” — samobójstwem wizerunkowym.
Przypomnijmy, że Fender wcześniej przegrał kampanię o trademark kształtu Stratocastra i Telecastera — Trademark Trial and Appeal Board uznał kształt Strata za „generyczny” wzór gitary elektrycznej, po procesie trwającym pięć lat i obejmującym ponad 20 000 stron dowodów. Teraz Fender próbuje użyć wyroku z Düsseldorfu — wydanego zaocznie, bo chińska firma pozwana za podróbki w ogóle nie stawiła się w sądzie — jako precedensu przeciw legalnym producentom.
Jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi: jaki jest prawdziwy cel Fendera? Wymuszenie opłat licencyjnych od producentów wioseł a’la Strat? Przejęcie segmentu rynku, który przez dekady rozwijał się w cieniu oryginału? A może po prostu błąd strategiczny, który firma będzie musiała wkrótce odkręcać…?


