Bob Daisley, wieloletni basista i współautor tekstów Ozzy’ego Osbourne’a, przypomniał w rozmowie na youtube’owym kanale Artists on Record, że legendarny gitarzysta Randy Rhoads wcale nie był fanem Black Sabbath. Choć Rhoads nagrał z Ozzym dwa klasyczne albumy – Blizzard of Ozz i Diary of a Madman – miał zupełnie inne podejście do twórczości poprzedniego zespołu wokalisty.
Randy Rhoads był kluczowym elementem wczesnej solowej kariery Ozzy’ego Osbourne’a, wnosząc do jego muzyki unikalne połączenie wirtuozerii gitarowej i scenicznej kinetyki. Jego technika, obejmująca szybkie pasaże, arpeggia i harmonikę inspirowaną muzyką klasyczną, nadała albumom „Blizzard of Ozz” (1980)i „Diary of a Madman” (1981) charakterystyczne brzmienie, które wyróżniało je na tle ówczesnego hard rocka. Rhoads znacząco wpłynął również na rozwój stylu gry na gitarze elektrycznej, wprowadzając elementy klasyczne i jazzowe do heavy metalu, co zainspirowało późniejsze pokolenia gitarzystów.
We wspomnianym wystąpiniu, Bob Daisley tak wspominał jednak o zaskakującym podejściu Randy’ego do kawałków Black Sabbath:
Randy nie lubił grać utworów Black Sabbath. Nie był fanem Black Sabbath
Podczas brytyjskiej trasy koncertowej w setliście znalazła się nawet mini-suita złożona z utworów „Paranoid”, „Iron Man” i „Children of the Grave”. „Randy nie lubił ich grać” – dodał basista.
Muzyk ujawnił też, że gitarzysta coraz poważniej myślał o porzuceniu rocka i skupieniu się na muzyce klasycznej:
Chciał zdobyć tytuł magistra i odejść z zespołu. Może udałoby nam się nagrać jeszcze jeden czy dwa albumy, ale on i tak planował odejść
Daisley, mimo wieloletnich sporów sądowych z Ozzym i Sharon Osbourne o prawa autorskie i tantiemy, nie ukrywa, że śmierć dawnego kolegi z zespołu mocno go poruszyła. Muzyk wielokrotnie wracał do składu Osbourne’a w latach 80. i 90., a jego wkład w największe hity solowej kariery Ozzy’ego pozostaje niepodważalny.
Daisley, mimo wieloletnich sporów sądowych z Ozzym i Sharon Osbourne o prawa autorskie i tantiemy, nie ukrywa, że śmierć dawnego kolegi z zespołu mocno go poruszyła. Muzyk wielokrotnie wracał do składu Osbourne’a w latach 80. i 90., a jego wkład w największe hity solowej kariery Ozzy’ego pozostaje niepodważalny.


