Brazylijski wirtuoz gitary Mateus Asato opublikował singiel „Kawaii” – ostatnią zapowiedź nadchodzącego albumu. I jeśli ktoś spodziewał się od niego w końcu popisu prędkości w stylu „Instagram shred”, może być zawiedziony. Ale w generalnym odbiorze jego muzyki, ta spokojna stylistyka jest tylko na plus.
„Kawaii” to utwór Mateusa Asato oparty bardziej na nastroju i melodii niż na technicznym fajerwerku. Najmocniejszym momentem jest wysmakowane, śpiewne solo – precyzyjne, ale przede wszystkim emocjonalne. Asato nie próbuje udowadniać, ile potrafi zagrać w sekundę. Zamiast tego skupia się na artykulacji, pauzie i ciężarze pojedynczych dźwięków.
To zresztą trend, który coraz wyraźniej widać w jego ostatnich singlach. Gitarzysta, który przez lata był kiedyś symbolem nowej fali młodych wymiataczy, dziś zdaje się iść w przeciwnym kierunku – mniej demonstracyjnej techniki, więcej melodii i świadomej narracji. To dojrzalsze podejście do instrumentu, w którym każda nuta ma znaczenie.
Jeśli cały album utrzyma ten poziom kompozycyjnej dyscypliny i emocjonalnej głębi, może się okazać, że Asato wchodzi właśnie w najciekawszy etap swojej kariery – nie jako najszybszy gitarzysta w pokoju, ale jako jeden z najbardziej muzykalnych i wytyczających nowy kierunek gitarze elektrycznej – mniej shredderski, za to bardziej „inteligentny emocjonalnie”.


