Legendarny gitarzysta Steve Morse, znany m.in. z Deep Purple oraz Dixie Dregs, otwarcie mówi o problemach zdrowotnych, które w ostatnich latach utrudniają mu grę. Muzyk zmaga się z zaawansowanym zapaleniem stawów, ale – jak sam podkreśla – wciąż szuka sposobów, by nie odkładać gitary.
Historia Steve’a Morse’a to kolejny dowód na to, że nawet najbardziej wirtuozerscy gitarzyści muszą z czasem mierzyć się z ograniczeniami fizycznymi. A jednocześnie – że w świecie muzyki determinacja często okazuje się równie ważna jak technika, czego Morse stał się przykładem.
W rozmowie z American Musical Supply 71-letni Morse wrócił pamięcią do historii sprzed lat, która do dziś pomaga mu zachować motywację.
W pewnym momencie pomyślałem: ‘Stary, to już koniec’. A potem przypomniałem sobie, jak jako dzieciak jechałem trzy godziny z Atlanty na koncert zespołu Hydra. Ich basista miał rękę uciętą mniej więcej tutaj – a mimo to grał koncert i totalnie się w to angażował. To było niesamowite
Jak przyznaje Morse, kiedy dziś zaczyna narzekać na ból dłoni, wraca do tej sceny sprzed lat, co pociąga za soba refleksję natury ogólnej o sensie .
Za każdym razem, gdy myślę: ‘To boli…’, przypominam sobie, że on zagrał koncert z takim kikutem. A potem myślę też o Jeffie Healeyu – był niewidomy, a stworzył zupełnie własną technikę gry. Myślę, że to jedna z najważniejszych lekcji: nie poddawaj się, dopóki jeszcze oddychasz
Gitarzysta przyznaje, że przez lata intensywnego grania – jak sam mówi, nawet „10 tysięcy nut dziennie przez dekady” – jego palce straciły część chrząstki w stawach, co dziś powoduje ból podczas gry.
Mimo to Morse nie zamierza się zatrzymywać i wciąż szuka nowych metod leczenia:
Powód, dla którego chcę dalej grać, jest prosty – gitara jest częścią mnie. Wielką częścią mnie. Próbowałem każdego leczenia, jakie tylko znalazłem. Wkrótce jadę tysiąc mil, żeby spróbować kolejnej metody. Zmieniłem technikę, sposób kostkowania – wszystko, co mogłem, żeby poradzić sobie z tym wyzwaniem


