Taylor Swift, Metallica, AC/DC, Rammstein, Depeche Mode, Ed Sheeran, Imagine Dragons, Guns N’ Roses czy Dawid Podsiadło. Dla światowych artystów koncert na PGE Narodowym jest symbolem sukcesu – oznacza możliwość zagrania dla nawet 70–80 tysięcy fanów podczas jednego wieczoru. To największa koncertowa scena w Polsce i jeden z najbardziej prestiżowych adresów na trasach europejskich. Paradoks polega na tym, że ten sam stadion od lat zbiera również jedne z najgorszych opinii dotyczących… jakości dźwięku.
Po niemal każdym dużym koncercie media społecznościowe, fora i grupy dyskusyjne wypełniają się podobnymi komentarzami. Jedni piszą, że „nic nie było słychać”, inni narzekają na pogłos i dudnienie, a jeszcze inni twierdzą, że koncert uratowała atmosfera oraz sama obecność ulubionego zespołu.
Czy rzeczywiście PGE Narodowy jest jednym z najtrudniejszych obiektów koncertowych w Europie? Z punktu widzenia promotora odpowiedź jest prosta. Nie ma w Polsce drugiego miejsca, które pozwala sprzedać tyle biletów podczas jednego koncertu. To właśnie dlatego największe światowe trasy niemal automatycznie trafiają do Warszawy.
Ogromna pojemność oznacza większe wpływy z biletów, prestiż wydarzenia i możliwość realizacji widowisk z gigantycznymi scenami oraz efektami specjalnymi. Dla artysty to sukces, ale dla słuchacza… już nie zawsze.
„Było widać, ale nie było słychać”
To zdanie wraca po koncertach na Narodowym od wielu lat. Problem nie dotyczy jednego wykonawcy ani jednego organizatora. Pojawiał się po koncertach Metalliki, AC/DC, Iron Maiden, Guns N’ Roses, Imagine Dragons czy wielu innych wykonawców. Co prawda na płycie jest nieco lepiej, ale już trybuny boczne zazwyczaj nie dowożą…
W internetowych dyskusjach można znaleźć dziesiątki podobnych opinii. Jeden z użytkowników Reddita napisał:
Akustycznie ten stadion to porażka
Inny komentował po koncercie Iron Maiden:
Nie byłem w stanie rozpoznać jaki utwór w danej chwili grali…
I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście nie są to opinie wszystkich uczestników. W tych samych dyskusjach można znaleźć głosy, że odpowiednie miejsce na płycie znacząco poprawia odbiór koncertu lub że konkretni realizatorzy potrafią osiągnąć lepszy efekt niż inni.
Najciekawsze jest jednak to, że podobne zdanie mają również ludzie odpowiedzialni za dźwięk. Jednym z najbardziej znanych komentarzy pozostaje wypowiedź Grega Price’a, wieloletniego realizatora Metalliki, który po warszawskim koncercie powiedział:
Mamy tu najlepszy sprzęt (…) na chyba najgorszym stadionie, na jakim miałem okazję pracować – PGE Narodowym
To mocne słowa, ale nieodosobnione, bo podobnie wypowiadał się Rafał Smoleń, realizator dźwięku Dawida Podsiadły:
My nie jesteśmy w stanie tam zrobić idealnego dźwięku. Fizyka jest tutaj bezlitosna
Dlaczego Narodowy brzmi tak słabo?
PGE Narodowy projektowano przede wszystkim jako stadion piłkarski. Dla meczu najważniejsze są czytelne komunikaty spikera i odpowiednio głośny doping kibiców.
Koncert rockowy lub popowy stawia przed obiektem zupełnie inne wymagania. Olbrzymia kubatura stadionu, betonowe konstrukcje, stal i szkło powodują liczne odbicia dźwięku. Im głośniejszy koncert, tym więcej energii akustycznej trafia do wnętrza stadionu i tym trudniej zachować selektywność instrumentów oraz czytelność wokalu.
Dlatego dwa miejsca oddalone od siebie o kilkanaście metrów mogą oferować zupełnie inne wrażenia odsłuchowe.
Czy można coś z tym zrobić?
Eksperci są zgodni – można poprawiać system nagłośnienia, stosować bardziej zaawansowane pomiary i odpowiednio projektować rozmieszczenie zestawów głośnikowych. Nie da się jednak całkowicie oszukać geometrii obiektu.
Jak zauważa Krzysztof Polesiński, stadion wymagałby kompleksowej analizy i kosztownych zmian adaptacyjnych, jeśli miałby znacząco poprawić warunki akustyczne koncertów
Mimo wszystko… wszyscy nadal tam grają
Każdy kolejny sezon przynosi nowe megakoncerty. Dlaczego? Bo dla artystów i promotorów trudno znaleźć w Polsce alternatywę, która pomieści podobną liczbę widzów. Z biznesowego punktu widzenia PGE Narodowy pozostaje bezkonkurencyjny. Z punktu widzenia melomanów – dyskusja trwa od ponad dekady i nic nie wskazuje na to, by miała się szybko zakończyć.
Może więc zamiast pytać, czy Narodowy jest dobrym miejscem na koncerty, warto zadać inne pytanie: Czy Polska potrzebuje nowej, nowoczesnej areny widowiskowej na 40–60 tysięcy osób, zaprojektowanej z myślą o muzyce, a nie tylko o sporcie…?


