Jednym z największych paradoksów w historii heavy metalu jest fakt, że „…And Justice for All”, płyta która wyniosła Metallikę na absolutny szczyt i ugruntowała jej status światowej gwiazdy, od dnia premiery w 1988 roku obarczona jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji producenckich w dziejach gatunku. Brak odpowiednio słyszalnej gitary basowej w miksie – zagranej przez debiutującego w Metallice Jasona Newsteda – od lat budzi gorące dyskusje. W najnowszym wywiadzie Flemming Rasmussen, duński producent odpowiedzialny za trzy klasyczne krążki grupy, wrócił do tego tematu
Choć „…And Justice for All” pozostaje dla wielu fanów albumem niedoskonałym, to właśnie on otworzył Metallice drogę do globalnej kariery – płyta była ich pierwszym pełnym sukcesem komercyjnym, a trasa koncertowa Damaged Justice Tour uczyniła z zespołu headlinera stadionów. Brak basu stał się niemal symbolem napięć wewnątrz grupy, a jednocześnie elementem legendy – do dziś płyta jest analizowana przez fanów i producentów, a jej suchy, zdominowany przez gitary i perkusję miks wywarł ogromny wpływ na brzmienie thrash metalu końcówki lat 80.
Rasmussen, który wcześniej współtworzył brzmienie „Ride the Lightning” i „Master of Puppets”, opowiedział w rozmowie z chilijskim radiem Futuro, że już przy pierwszym odsłuchu gotowego materiału zwrócił uwagę na brak basu (odkrył to oczywiście serwis Blabbermouth, za którym cytujemy):
Lars przychodził do mnie z każdym nowym albumem, żeby zobaczyć moją reakcję. Kiedy puścił mi „…And Justice for All”, zapytałem: ‘Co to jest?’. A on: ‘To miks’. Odpowiedziałem: ‘Nie, to nie jest miks. Zapomnieliście o basie’. Bo tam po prostu nie było basu
Producent przyznał, że nie uczestniczył w początkowej fazie nagrań – zespół rozpoczął pracę z Mikiem Clinkiem, a dopiero później, w lutym 1988 roku, Rasmussen dołączył na prośbę Larsa Ulricha i spędził z grupą pięć miesięcy w studiu. Jednak decyzje o miksie zapadły, gdy odpowiadali za niego Steve Thompson i Michael Barbiero.
Według Rasmussena, to właśnie Lars Ulrich i James Hetfield wymogli drastyczne ściszenie basu, co zresztą nie było nigdy żadną tajemnicą:
Metallica przyleciała na odsłuch miksów i stwierdzili: ‘Gdzie jest mój dźwięk perkusji?’, ‘Gdzie jest mój dźwięk gitary?’. Lars powiedział: ‘Ściągnij bas tak, żeby był ledwo słyszalny’. A potem jeszcze dodał: ‘Zjedź o kolejne trzy decybele’. To była decyzja Larsa i Jamesa. Dlaczego to zrobili? Pytałem ich tysiąc razy. Do dziś nie wiem
Rasmussen zasugerował jednak, że powody mogły być dwa. Z jednej strony – wciąż świeża była strata Cliffa Burtona, który zginął w wypadku autokaru w 1986 roku:
Myślę, że połowa tej decyzji wynikała z tego, że Lars i James nagle uświadomili sobie: ‘Nie mamy już Cliffa. To nie jest jego bas, to zupełnie inny dźwięk’. Nie potrafili się z tym pogodzić
Drugą połowę mogła stanowić swoista „zemsta” na nowym basiście:
Jason był ogromnym fanem Metalliki i zawsze robił dokładnie to, o co go prosili. Nigdy się nie sprzeciwiał. I podejrzewam, że ściszyli jego bas właśnie po to, żeby go wkurzyć. Spodziewali się, że powie: ‘Hej, czy możecie to z powrotem włączyć?’. Ale on nigdy tego nie zrobił. Dlatego basu praktycznie nie słychać. Ale to tylko moje przypuszczenia
Warto na koniec dodać, że Jason Newsted nagrywał album używając solidnego zestawu, który w normalnych warunkach zapewniłby potężny fundament brzmienia. Korzystał wówczas głównie z basów Wal MK1 – instrumentów znanych z charakterystycznego, agresywnego i klarownego brzmienia, które świetnie przebija się przez gęste aranżacje gitarowe. Do tego dochodziły wzmacniacze Ampeg SVT, czyli absolutny klasyk, słynący z masywnego dołu i wysokiej skuteczności, użyteczności i siły przebicia. Newsted podkreślał, że już w studiu jego partie brzmiały mocno i wyraziście, jednak w końcowym miksie zostały niemal całkowicie wyciszone. Paradoks polega więc na tym, że jeden z najlepiej przygotowanych brzmieniowo basistów lat 80. rozpoczął swoją przygodę z Metalliką od płyty, na której jego instrumentu praktycznie nie słychać…


