Gdy Joe Bonamassa chwali innego gitarzystę, świat gitarowy zwykle słucha bardzo uważnie. Tym razem amerykański bluesman zrobił coś jeszcze rzadszego: publicznie przyznał, że tylko jednemu współczesnemu shredderowi ufa w stu procentach. Tym muzykiem jest Matteo Mancuso.
W rozmowie z Ultimate Guitar Joe Bonamassa odniósł się do odwiecznej dyskusji o tym, co w grze na gitarze jest naprawdę najważniejsze: szybkość i technika czy opowiadanie historii dźwiękiem. Jego zdaniem współczesny rock często przecenia ten pierwszy element. Bonamassa odwołał się tu do bluesowych „gigantów”królów” – B.B. Kinga, Alberta Kinga i Freddiego Kinga – którzy budowali narrację mniejszą liczbą nut, ale maksymalnym wyczuciem:
Analogią jest to, że jeśli współczesnych gitarzystów rockowych oceniamy głównie według szybkości i zwinności, to Evel Knievel musiałby być najlepszym kolarzem wszech czasów, bo przeskoczył fontanny przed Caesars Palace. Chodzi o to, że jeśli testem jakości jest ‘kaskaderska gitara’, to znaczyłoby, że Albert, B.B. i Freddie są już przestarzali. A przecież tak nie jest. Oczywiście ja też gram dużo nut, ale różnica polega na tym, że chcesz opowiedzieć historię, a nie tylko pokazać: ‘Patrzcie, co potrafię’
Co ciekawe, Bonamassa wcale nie deprecjonuje wirtuozów. Przyznał wręcz, że kiedy po raz pierwszy usłyszał Yngwie Malmsteen i Shawn Lane, był przekonany, że… nagrania zostały przyspieszone:
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Shawna Lane’a albo usłyszałem 'Rising Force’ Yngwie Malmsteena, myślałem, że to nagranie jest przyspieszone. Naprawdę tak myślałem. A nie było
Obaj gitarzyści byli dla niego dowodem, że ludzka technika może osiągać poziom niemal niewiarygodny, ale zdaniem Bonamassy w dzisiejszych czasach granica między prawdziwą wirtuozerią a internetową iluzją jest jednak znacznie bardziej rozmyta. Media społecznościowe pozwalają publikować perfekcyjne fragmenty złożone z wielu podejść, playbacków albo cyfrowych manipulacji:
Dzisiaj nie wiem już, w co wierzyć. Nie wiem, ile podejść było potrzebnych, żeby nagrać niektóre rzeczy, które słyszę w internecie. Nie wiem, czy to jest sztucznie wyprodukowane, czy przyspieszone, czy to jakaś pieprzona sztuczna inteligencja. Naprawdę nie wiem
I właśnie w tym miejscu pojawia się nazwisko, które Bonamassa wyróżnia ponad wszystkich. Bluesman opowiedział o sytuacji, która całkowicie przekonała go do talentu Mancuso. Spotkali się na scenie w Mercedes-Benz Arena w Berlinie, gdzie młody włoski gitarzysta został zaproszony do wspólnego występu.
To wtedy Bonamassa zobaczył na własne oczy, że technika Mancuso nie jest internetową iluzją.
Jedyną osobą, którą widziałem na żywo wykonującą takie rzeczy, jest Matteo Mancuso. On jest prawdziwy. Stałem jakieś półtora metra od niego na scenie w Mercedes-Benz Arena w Berlinie. Zaprosiliśmy go na scenę i on naprawdę to potrafi. Jest absolutnie autentyczny. Ale reszta? Nie wiem. Nie mam żadnego dowodu
To jedna z najmocniejszych publicznych rekomendacji, jakie Mancuso otrzymał od gitarzysty starej szkoły. Zwłaszcza że Bonamassa należy do muzyków raczej sceptycznych wobec młodych „wirtuozów”. W świecie, w którym coraz trudniej odróżnić prawdziwy talent od cyfrowej produkcji, takie świadectwo ma dziś szczególną wagę.


