Brian May od lat nie ukrywa, że muzyka i nauka są dla niego nierozerwalne, a odpowiedzialność artysty nie kończy się na scenie. Tym razem gitarzysta Queen zabrał głos w znacznie mroczniejszym tonie, dzieląc się w wywiadzie dla „Radio Times” głębokim niepokojem o kondycję współczesnego świata i przyszłość ludzkości.
W szerszym kontekście wypowiedz Briana Maya wpisuje się w coraz częstsze głosy artystów rockowych, którzy – osiągnąwszy status ikon – wykorzystują swoją pozycję do komentowania spraw wykraczających poza muzykę. Społeczno – polityczne refleksje pojawiały się u Rogera Watersa, Neila Younga czy Erica Claptona. W przypadku Briana Maya szczególna jest jednak perspektywa człowieka stojącego jednocześnie po stronie sztuki i nauki. Jego słowa brzmią jak ostrzeżenie, ale też jak przypomnienie, że wrażliwość – tak bliska gitarzystom i twórcom – może być jednym z ostatnich punktów oparcia w coraz bardziej podzielonym świecie.
Sprawdzając pobieżnie społecznościówki, widać, że słowa Briana Maya wyraźnie poruszyły nie tylko fanów zespołu, ale i szerszą społeczność ludzi związanych z kulturą. Ostatnio, w rozgłośni Radio Times, Bria May przyznał wprost, że globalna rzeczywistość coraz częściej odbiera mu spokój:
Czuję się przygnębiony światem ludzi. To nie daje mi spać po nocach. Okrucieństwo, ignorancja, kłamstwa, przepisywanie historii… Myślę, że zrozumienie i miłość do sztuki oraz muzyki sprawiają, że nie da się być osobą, która chce krzywdzić innych
W dalszej części rozmowy May odniósł się do atmosfery społecznej, która jego zdaniem staje się coraz bardziej toksyczna (skąd my to znamy…?):
Na świecie jest tak dużo cierpienia. Dlaczego mielibyśmy dokładać do tego kolejne? Straciliśmy zdolność do rozmowy i do szanowania cudzych punktów widzenia. Mamy potworną polaryzację
Ten brak wiary w kondycję ludzkości nie dotyczy jednak wyłącznie relacji międzyludzkich. May – z wykształcenia astrofizyk i od lat aktywista – konsekwentnie łączy kwestie społeczne z problemami planety. Wielokrotnie podkreślał, że konieczna jest „radykalna zmiana filozofii”, a ludzkość musi „najpierw uporządkować to, jak zachowuje się na własnej planecie, zanim zacznie myśleć o podboju kosmosu”.
Trzeba przyznać, że te piękne słowa brzmią jednak trochę naiwne, zwłaszcza w kontekście całej historii świata, która zawsze polegała na podporządkowywaniu sobie przyrody przez człowieka i wiecznych wojnach. Taka jest nasza natura, na tym polegają cywilizacje i, patrząc na obecną sytuację geopolityczną, nic raczej się tu nie zmieni. Któż jednak, jeśli nie artyści, miałby wołać o opamiętanie w tym wiecznym wyścigu o dobra doczesne i prymat na Ziemi…? Dlatego Mimo wszystko kibicujemy Mayowi i wierzymy, że kiedyś, w dalekiej przyszłości jego postulaty się spełnią.


