Pytanie o to, czy policja ma prawo zatrzymywać artystów podczas biletowanych koncertów z powodu na przykład „nieobyczajnych treści”, albo „obrazy uczuć” wciąż budzi kontrowersje. Temat wrócił ostatnio za sprawą wspomnień gitarzysty parodystyczno metalowej formacji GWA, Mike’a Derksa.
Zacznijmy od teorii. Koncert jest zazwyczaj imprezą zamkniętą – uczestniczą w nim dorośli widzowie, którzy kupili bilety i dobrowolnie weszli na teren wydarzenia. Z prawnego punktu widzenia nie jest to więc miejsce publiczne w pełnym znaczeniu, a tym samym nie obowiązują tam wszystkie przepisy dotyczące np. ochrony małoletnich przed „treściami nieodpowiednimi”. Mimo to, w historii muzyki zdarzało się wielokrotnie, że policja wkraczała po koncercie (albo i w trakcie!), traktując koncerty rockowe czy metalowe jak zgromadzenia publiczne – często pod presją opinii społecznej lub lokalnych władz.
Mike Derks, gitarzysta rytmiczny kultowej formacji GWAR, wrócił niedawno w podcaście Garza Podcast do jednego z najbardziej kontrowersyjnych momentów w historii zespołu — aresztowania wokalisty Dave’a Brockiego w Charlotte (Karolina Północna) podczas trasy Scumdogs of the Universe w 1990 roku. Wydarzenie miało miejsce w czasach, gdy temat cenzury w muzyce elektryzował opinię publiczną, szczególnie po słynnych przesłuchaniach PMRC (Parents Music Resource Center), gdzie społeczni aktywiści domagali się klasyfikowania płyt muzycznych jak filmów – ze względu na „nieobyczajne treści”.
Mike Derks wspomina:
Dave został wtedy aresztowany. Policja przyszła na nasz koncert w Charlotte, wysłali tajniaków, zobaczyli nasz występ i uznali go za pornograficzny. Po koncercie zabrali go prosto do aresztu. Dave musiał przyznać się do winy, bo groziła mu deportacja – był Kanadyjczykiem. Dostał grzywnę i zakaz występów w Karolinie Północnej na rok
Policja zarzuciła wówczas wokaliście „rozpowszechnianie nieprzyzwoitych treści” z powodu scen, w których zespół parodiował religię i władzę. Brockie został uznany za winnego wykroczenia i skazany na grzywnę, a rekwizyty sceniczne skonfiskowano jako dowody.
Cała sprawa stała się jednym z symboli walki o wolność artystyczną w epoce moralnej paniki wokół heavy metalu i punka. Zespół wykorzystał temat w późniejszych dziełach – na płycie „America Must Be Destroyed” i w filmie „Phallus in Wonderland”, gdzie „moralna policja” atakuje GWAR za „demoralizację młodzieży”.
Podobne przypadki miały oczywiście miejsce także dekady wcześniej, a jednym z najsłynniejszych przypadków interwencji policji w historii rocka był koncert The Doors w New Haven (Connecticut), 9 grudnia 1967 roku. Jeszcze przed występem wokalista Jim Morrison został spryskany gazem pieprzowym przez funkcjonariusza w cywilu, który nie rozpoznał artysty i uznał, że zakłóca porządek za kulisami. Rozwścieczony Morrison przerwał koncert, by na scenie publicznie opowiedzieć, co zrobiła mu policja. W pewnym momencie służby porządkowe wkroczyły na scenę i aresztowały go na oczach publiczności, przerywając występ.
Był to pierwszy w historii przypadek aresztowania gwiazdy rocka podczas koncertu w USA, który symbolicznie otworzył „epokę” otwartego konfliktu między muzykami rockowymi a władzami.
W czasach współczesnych także się to zdarzało: W 1989 roku 2 Live Crew zostali aresztowani na Florydzie po wykonaniu utworów z albumu „As Nasty As They Wanna Be”, który sąd uznał za obsceniczny. W tym przypadku sąd ostatecznie uznał, że muzycy korzystali z konstytucyjnej wolności słowa.
Przypadek GWAR to klasyczny przykład nadgorliwości organów ścigania wobec sztuki, która prowokuje i testuje granice. Choć występy zespołu miały charakter groteskowej satyry, władze potraktowały je jak realne zagrożenie dla moralności publicznej. Z perspektywy czasu takie reakcje wydają się przesadzone. GWAR, podobnie jak The Doors czy punkowe 2 Live Crew, nie nawoływali do przemocy – ich sceniczne akty to artystyczna krytyka społeczeństwa, religii, polityki. A policja, wchodząc w rolę cenzora, tylko wzmacnia przekaz artystów i nadaje im status buntowników przeciw „systemowi”.



