Alex Van Halen ujawnił niedawno, dlaczego zespół Van Halen nigdy nie bał się zostawiać muzycznych niedoskonałości na swoich albumach — nawet wtedy, gdy w studiu, podczas realizacji nagrań pojawiały się głosy, by je poprawić. Dla braci Van Halen liczyła się energia chwili, a nie perfekcja wykonawcza.
Choć Eddie Van Halen na przełomie lat 70. i 80. zrewolucjonizował gitarę elektryczną i zapoczątkował erę shredu, jego podejście do nagrywania było zaskakująco dalekie od obsesyjnej precyzji, z jaką dziś często pracują wirtuozi. Wczesne płyty Van Halen — a zwłaszcza debiut z 1978 roku — zawdzięczają swoją ponadczasowość właśnie „żywemu” charakterowi i brakowi studyjnego wygładzenia.
W rozmowie z Modern Drummer Official Alex Van Halen opowiedział, że zespół był świadomy błędów Eda, które dziś można usłyszeć na płytach, ale często decydował się ich nie poprawiać (spisane przez Ultimate Guitar):
Są momenty, kiedy aż się wzdrygamy i mówimy: ‘Stary, mogliśmy to poprawić’. I pewnie powinniśmy byli to poprawić. Ale Ed był — jeśli tak można powiedzieć — purystą
Najbardziej znanym przykładem jest oczywiście „Eruption”. Kultowy instrumental niemal od początku budził kontrowersje w studiu, bo realizator dźwięku Donn Landee chciał poprawić drobne potknięcia techniczne.
Alex kontynuował wspomnienia:
W ‘Eruption’ Ed popełnił kilka technicznych błędów i Donn chciał to naprawić. A Ed powiedział: ‘Nie, nie, zostaw to’. I pomyślałem wtedy, że to było genialne, bo tej chwili już nigdy nie dałoby się odtworzyć. I takich momentów na tych płytach było więcej
Z perspektywy lat Alex podsumował tę filozofię cytatem, który — jak sam przyznał — pochodził od Davida Lee Rotha i idealnie oddawał ducha zespołu:
Patrząc wstecz… zacytuję coś, co powiedział Dave. On nazwał to ‘wabi-sabi’ czy jakoś tak. To znaczy, że niedoskonałości są tym, co sprawia, że coś jest tym, czym jest. Dlatego zostawiliśmy wszystkie te niedoskonałości na płytach
Przypominamy przy okazji okoliczności nagrania tego przełomowego i rewolucyjnego utworu. Producent albumu, Ted Templeman, wspominał w 2023 roku w rozmowie z Guitar Player, że „Eruption” zostało nagrane niemal przypadkiem:
Byłem w małym pokoju obok studia i robiłem telefony. Wszedłem do środka, a Ed siedział i coś sobie grał. Spytałem: ‘Co to jest?’, a on odpowiedział: ‘To tylko coś, czym się rozgrzewam przed koncertem’. Powiedziałem do realizatora: ‘Donn, nagrywaj!’, a on na to: ‘Już nagrywam’
Templeman nie krył zachwytu tym, co właśnie usłyszał:
To po prostu się wydarzyło — boom — i mieliśmy to. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś takiego. Nigdy nie słyszałem takiego tappingu. To było absolutnie genialne. A Ed powiedział: ‘Nie, to nic takiego’. On nawet nie zdawał sobie sprawy. Naprawdę nie zamierzał mi tego nawet pokazać


