Człowiek znany z kultu lamp i vintage’owego sprzętu testował na trasie Fendera Tone Mastera i przyznał coś, czego nikt się po nim nie spodziewał. Cyfra wykosiła lampę!
Joe Bonamassa nie jest typem gitarzysty, który łatwo przechodzi na stronę cyfrowych modelerów. To człowiek, który kiedyś argumentował, że Eddie Van Halen nie brzmiałby tak „cool”, gdyby grał przez Quad Cortex zamiast vintage’owego analogowego sprzętu. Tym bardziej zaskakuje, co powiedział o swoich doświadczeniach z Fender Tone Master podczas testów na trasie.
W rozmowie z MusicRadar Bonamassa przyznał szczerze, że podszedł do eksperymentu z wyraźnym nastawieniem na porażkę:
Muszę być z wami szczery i przyznać, kiedy się mylę. Wciąż mam swoje inne lampowe wzmacniacze za sobą. Po prostu mój wysokomocowy Fender ’59 Twin jest teraz Tone Masterem. Kiedy pierwszy raz się w niego podłączyłem, zrozumiałem, że to jest dobre. Nie chciałem go polubić, naprawdę nie chciałem! Ale polubiłem
Reakcja nie była tylko jego własna. Bonamassa zauważa, że cała jego ekipa słyszała to samo:
Mój menedżer produkcji, mój technik dźwięku, nawet mój drugi gitarzysta Josh Smith — wszyscy mówili mi, że brzmi lepiej i czuje się właściwie. A ja na to: «Wiem!»
Klucz do sukcesu Tone Mastera, według Bonamassy, leży nie w samej elektronice, lecz w sposobie, jak dźwięk faktycznie opuszcza wzmacniacz:
Trik polega na tym, żeby fizycznie wypychać dźwięk. Musisz przesuwać powietrze. Mając odpowiednie głośniki, Tone Master działa. To nie jest tak, że wpinam się w direct box, co mógłbym zrobić, ale myślę, że to nie brzmiałoby dobrze
I tu pada diagnoza, która tłumaczy, dlaczego wiele modelerów wciąż brzmi sztucznie dla doświadczonego ucha:
Właśnie tam dużo tego cyfrowego modelowania zaczyna brzmieć trochę generycznie. Przy wielu takich rozwiązaniach nie przesuwasz powietrza, a zakres dynamiki jest ograniczony. Dla mnie przesuwanie powietrza jest niezbędne, tak jak granie głośno
Fender Tone Master, wprowadzony po raz pierwszy w 2019 roku, został zaprojektowany, żeby cyfrowo odtworzyć brzmienie i charakter najbardziej ikonicznych lampowych wzmacniaczy firmy. Linia rozrosła się od tamtej pory o cyfrowe wersje klasyków takich jak Twin Reverb, Deluxe Reverb i Princeton Reverb — wszystkie zachowujące fizyczne głośniki i lampowy charakter brzmienia, mimo cyfrowego rdzenia.


