Joe Satriani ma na koncie dziesiątki legendarnych gitarowych solówek, ale jedna zajmuje szczególne miejsce w jego pamięci. „Flying in a Blue Dream” powstało w jednym z najtrudniejszych momentów jego życia – po trasach z Mickiem Jaggerem, śmierci ojca i babci oraz w czasie walki z nierozpoznaną chorobą. Co ciekawe, przy budowaniu głównej solówki gitarzysta inspirował się… Frankiem Sinatrą.
Po sukcesie Surfing with the Alien Satriani miał większy budżet i swobodę artystyczną, ale jednocześnie jego życie prywatne było pełne dramatycznych wydarzeń (cytujemy za serwisem guitar.com):
To było po prostu takie trudne i szalone. Ale jednocześnie było w tym ogromnie dużo kreatywności. Pojechałem w trasę, grając na gitarze z Mickiem Jaggerem, a pod koniec trasy złapałem w Azji Południowo-Wschodniej giardię, tylko przez jakiś czas o tym nie wiedziałem. Badali wszystko – od wyrostka robaczkowego po mózg – i za każdym razem, kiedy mieli pomysł, co mi jest, okazywało się, że się mylili. Potem mój ojciec dostał udaru i zapadł w śpiączkę – zmarł. Kilka tygodni później zmarła moja babcia. To było bardzo stresujące i szalone
Mimo tego, gdy praca w studiu robiła się trudna, Satriani próbował przypominać sobie, jak wielkim doświadczeniem była dla niego trasa z Jaggerem.
Ale za każdym razem, kiedy w studiu robiło się ciężko, wystarczyło, że zamknąłem oczy i pomyślałem: »Pamiętaj, byłeś w trasie… To największy dar, jaki wszechświat kiedykolwiek ci dał«
„Flying in a Blue Dream” zaczęło się od snu i gitary w open-F
Pomysł na utwór pojawił się w mieszkaniu Satrianiego w Berkeley. Gitarzysta przypomniał sobie dziecięce sny o lataniu, wziął do ręki gitarę akustyczną i zaczął szukać odpowiednich akordów.
Miałem wspomnienie z dzieciństwa, kiedy miałem sny o lataniu, próbując zasnąć. To nagle wypełniło mnie muzyczną inspiracją – nie wiem, jak to ująć w słowa, ale nagle wziąłem do ręki gitarę akustyczną i usłyszałem te akordy. Z jakiegoś powodu nastroiłem gitarę do open-F – być może dlatego, że ciągle słyszałem w głowie niskie C – i zacząłem grać te akordy, które brzmiały dla mnie właściwie
Dopiero później Satch przeanalizował harmonię i odkrył, że przesuwając ten sam schemat akordów, przechodzi przez różne tonacje lidyjskie.
Z punktu widzenia gitarzysty, przy gitarze nastrojonej do open-F, grasz w różnych tonacjach lidyjskich, ponieważ powtarzasz dokładnie ten sam schemat akordów i tylko przesuwasz go w inne miejsce
Satriani żartował przy tym z gitarzysty rytmicznego:
Nie zwracajcie uwagi na gitarzystę rytmicznego, którego ręce będą umierać pod koniec utworu, ponieważ cały czas gra te otwarte akordy barowe
Frank Sinatra zamiast kolejnego gitarowego bohatera
Najciekawsza część historii dotyczy sposobu, w jaki Satriani zbudował główną melodię i solo. Inspiracji nie szukał u gitarzystów, ale u Franka Sinatry.
Bardzo często Frank zaczynał piosenkę i opowiadał historię w kolokwialny, amerykański sposób śpiewania. Pod koniec jego melodii nie tylko rejestr przesuwał się coraz wyżej, ale w końcu wypowiadał słowo, które było refrenem, dopiero na samym końcu. Pomyślałem: »To jest mój model. To właśnie muszę tutaj zrobić, ponieważ opowiadam historię, ale ta historia dotyczy latania«
Satriani postanowił więc potraktować gitarę jak głos wokalisty:
Po prostu poprowadź to tak, jak Frank Sinatra. Graj powoli, bardzo za beatem, późno, późno, późno, a potem przesuwaj się coraz wyżej
I właśnie ten sposób budowania napięcia stał się podstawą sola.
Radio, które przypadkiem trafiło do nagrania
Jednym z najbardziej niezwykłych elementów utworu jest głos dziecka słyszany na początku. Nie był zaplanowany. W studiu Coast Recorders wzmacniacz łapał radio, telewizję i rozmowy taksówkarzy.
Za każdym razem, kiedy podkręcałem głośność, słyszałem radio, telewizję, taksówki… To było niewiarygodne, ile zakłóceń mieliśmy w tym studiu. W pewnym momencie usłyszeliśmy głos jakiegoś dzieciaka, który o czymś mówił. John i ja pomyśleliśmy, że brzmi to jak stary program radiowy albo telewizyjny Arta Linklettera z lat 50
John Cuniberti (amerykański producent i realizator, z którym współpracował Satch) zostawił włączone nagrywanie, a głos dziecka pojawił się dokładnie przed wejściem gitar.
Pomyśleliśmy: »Cholera!«. Timing był po prostu zbyt dobry, żeby był prawdziwy – w przypadku piosenki napisanej o dzieciaku mającym sny o lataniu
Ten przypadek został więc częścią finalnego nagrania.
Satriani grał feedback jak na klawiaturze
Feedback w Flying in a Blue Dream również nie był przypadkowym hałasem. Satriani używał prototypu modelu JS „Black Dog”, kostki Boss DS-1 i wzmacniacza Mesa/Boogie Mark II C+.
W odpowiednich miejscach względem monitorów studyjnych mógł uzyskiwać konkretne harmoniczne.
Doszliśmy do tego, że możemy grać feedbackiem tak, jakby był klawiaturą albo samodzielnym instrumentem, uzyskując rzeczywiste muzyczne dźwięki zamiast przypadkowego hałasu
To jeden z technicznych sekretów charakterystycznego brzmienia utworu.
Najważniejsze solo powstało bez gotowego planu
Główna solówka nie została wcześniej rozpisana. Satriani miał minimalny podkład i musiał zbudować na nim cały emocjonalny łuk. W tym samym czasie jego ojciec doznał drugiego udaru i zmarł, a gitarzysta zmagał się z żałobą i problemami zdrowotnymi.
Pamiętam to bardzo wyraźnie, ponieważ był to bardzo trudny okres. Mój ojciec miał drugi udar podczas nagrywania albumu i to właśnie ten udar go zabrał. Zmagałem się z żałobą, album trwał wiecznie, a ja byłem fizycznie chory
Zamiast budować solo jako pokaz techniki, Satriani wrócił do dziecięcego obrazu latania i inspiracji Sinatrą.
Po prostu zamknąłem oczy, pomyślałem o tym dziecięcym uczuciu nieważkości i pozwoliłem, żeby przejęło mnie to podejście Sinatry – granie za beatem, rozpoczęcie nisko, prowadzenie melodii z cierpliwością i wspinanie się coraz wyżej, aż całość po prostu wystartowała


