Joni Mitchell kojarzymy z niezwykłym głosem, songwritingiem i charakterystycznym sposobem budowania piosenek, ale równie istotnym elementem jej muzycznego języka była gitara. Mitchell nie traktowała jej wyłącznie jako instrumentu do akompaniowania własnemu śpiewowi. Przeciwnie – przez dekady konsekwentnie poszerzała możliwości instrumentu, szukając własnych sposobów na budowanie harmonii i melodii. Dlatego miała pełne prawo wypowiadać się o innych gitarzystach.
Pozostańmy przez chwilę przy tej wybitnej artystce. Jednym ze znaków rozpoznawczych Joni stały się niestandardowe stroje gitarowe. Mitchell korzystała z dziesiątek alternatywnych strojów, które pozwalały jej uzyskiwać akordy i współbrzmienia trudne albo wręcz niemożliwe do osiągnięcia w standardowym stroju. W praktyce stworzyła własny gitarowy język, podporządkowany temu, jak słyszała muzykę, a nie temu, jak „powinno się” grać na gitarze.
Mitchell potrafiła przebudować sposób myślenia o instrumencie tak, aby gitara służyła jej kompozytorskim pomysłom a jednocześnie muzyka folkowa, którą tworzyła, była absolutnie niepowtarzalna. Jej akompaniamenty często brzmią jak samodzielne kompozycje, a charakterystyczne voicingi i otwarte struny stały się częścią jej muzycznego DNA.
Jej gitarowy język był zresztą na tyle specyficzny, że nawet Pat Metheny, który w 1979 roku dołączył do zespołu Mitchell podczas trasy Shadows and Light, musiał na nowo przemyśleć swoją rolę jako gitarzysty. Przyznał później, że było to dla niego „obezwładniające” i że „wspaniale było pracować z Joni”.
Joni to jednocześnie artystka o bardzo wyrazistych poglądach, która nigdy szczególnie nie przejmowała się tym, czy jej opinie będą wygodne dla innych. Nie inaczej było w przypadku jej zdania o Franku Zappie i Kurcie Cobainie.
Frank Zappa – sąsiedztwo, którego Joni Mitchell nie wspomina najlepiej
Na papierze można by pomyśleć, że Joni Mitchell i Frank Zappa powinni być najlepszymi przyjaciółmi. Oboje nie znosili hippisów, a Zappa był szczególnie głośnym przeciwnikiem używania narkotyków. Problem polegał na tym, że muzyk miał inną słabość – dziewczyny. I właśnie ona miała mocno wkroczyć w spokojne życie Mitchell w Laurel Canyon, sprawiając, że artystka nie polubiła autora „Cosmik Debris”.
Nie tylko Mitchell miała być zirytowana tym, jak Zappa korzystał z uroków życia. Sytuacja nie przypadła do gustu również jej matce.
Moja jadalnia wychodziła na staw z kaczkami Franka Zappy i pewnego razu, kiedy odwiedzała mnie moja matka, trzy nagie dziewczyny pływały po stawie na tratwie” – powiedziała Mitchell w rozmowie z Vanity Fair w 2015 roku. „Moja matka była przerażona moją okolicą
Takie sytuacje sprawiały, że oboje bywali dość konfliktowymi sąsiadami. Na szczęście charakter ich pracy oznaczał, że przez dużą część czasu byli poza domem, dzięki czemu sąsiedzki konflikt nie zdążył przerodzić się w coś jeszcze większego.
Kurt Cobain? Joni Mitchell nie rozumiała jego fenomenu
Joni Mitchell zdecydowanie nie podzielała zachwytu nad statusem Cobaina jako muzycznego bohatera.
W rozmowie z Time Magazine w 1998 roku Mitchell mówiła o współczesnej muzyce i narzekała, że większość rzeczy, które słyszy w radiu, to „gówno”. Jednocześnie zaznaczała, że nie odrzuca całej nowej muzyki. Wśród jej ulubionych utworów znalazło się między innymi „Got ’Til It’s Gone” Janet Jackson, wykorzystujące sample z jej własnego „Big Yellow Taxi”.
W pewnym momencie rozmowa zeszła jednak na Cobaina – który cztery lata wcześniej zmarł śmiercią samobójczą. Mitchell nie miała dla niego szczególnie ciepłych słów:
Wszyscy mówią, że Kurt Cobain był świetnym tekściarzem. Nie rozumiem tego. Dlaczego jest bohaterem? Marudzenie i zabicie się – nie dostrzegam w tym żadnego bohaterstwa
To jedna z tych wypowiedzi Mitchell, które pokazują, że artystka nigdy nie miała szczególnej potrzeby dostosowywania swoich opinii do powszechnie obowiązującej narracji.


