Leland Sklar przez sześć dekad grał na basie niemal dla każdego, kto cokolwiek znaczył w muzyce. Teraz wyjaśnia, dlaczego wirtuozeria to za mało — i zdradza jedną rzecz, której żałuje w koncertach Phila Collinsa.
Leland Sklar ma bas w rękach od lat 60. i ponad 2000 albumów na koncie — od Toto przez The Doors po Phila Collinsa. Człowiek, który słyszał wszystko i grał ze wszystkimi, ma na temat warsztatu basowego opinię wyrobioną przez dekady pracy w studiu.
W rozmowie z Bass Player Sklar postawił tezę, która być może powinna być wydrukowana na każdym podręczniku do gry na basie:
Treść musi być na pierwszym miejscu. Można stać się technicznym potworem, ale jeśli nie jesteś w stanie wymyślić jednej dobrej linii basowej, to jest bezużyteczne. Wszystko, co wzbogaca twoje granie albo pozwala ci wyrażać się w różny sposób, jest dobre — ale często słyszę graczy, którzy poświęcili muzyczną substancję na rzecz techniki
Lee Sklar przez sześć dekad był po drugiej stronie tego równania — jako sesyjny basista, który musiał za każdym razem dostarczyć nie fajerwerki, lecz właśnie tę jedną dobrą linię. No i dzięki temu nie zgubił też pokory:
To zdarza się cały czas. Zawsze mówię ludziom, żeby się odezwali, jeśli chcą, żebym coś zrobił — albo czegoś nie robił. Nic, co kiedykolwiek zagrałem, nie jest wyryte w kamieniu. Kiedy pracujesz z autorami i wokalistami, to oni muszą być zadowoleni. Nagrywam płytę i idę dalej, ale artysta musi z nią żyć przez długi czas
Osobnym rozdziałem jest wieloletnia współpraca z Philem Collinsem, która zaczęła się w 1984 roku:
Jeśli jest jedna rzecz, której żałuję, to to, że za rzadko gra na perkusji podczas koncertów na żywo. Uwielbiam jego energię, sposób, w jaki podchodzi do rzeczy, i jego pop sensibility — rozumie medium i używa go w najlepszy możliwy sposób
I zaraz dodaje, że poza tym Collins to wzorzec zawodowca:
Phil pracuje ciężej niż ktokolwiek, kogo kiedykolwiek widziałem: długie dni prób przed trasami, rozbudowany soundcheck każdego wieczoru i mnóstwo wywiadów. Jest bardzo sumienny w kwestii swojej kariery











