Legendarny gitarzysta jazzowy Pat Metheny od lat kojarzony jest z perfekcyjnym brzmieniem i charakterystycznymi instrumentami sygnowanymi przez Ibanez. Okazuje się jednak, że poza sceną muzyk ma dość nietypowe hobby – zamawia… najtańsze wersje własnej gitary, tylko po to, by przerabiać je w domowym warsztacie.
Jak zdradził w rozmowie z magazynem Prog, Pat Metheny lubi eksperymentować z budżetowym modelem PM358, który jest tańszą wersją jego sygnowanego instrumentu. Efektem są zupełnie unikalne egzemplarze – ale raczej nikt poza nim ich nie zobaczy. Gitarzysta podkreśla, że to czysto prywatna forma twórczej zabawy.
Proszę Ibaneza, żeby wysyłali mi te tanie, około 400-dolarowe PM358 – budżetowe wersje mojego modelu – i mówię im, żeby nie nakładali na nie lakieru. A potem zaczynam się nimi bawić przy pomocy wypalarki do drewna. Oni wiedzą, jaki jestem dziwny, więc gdyby się dowiedzieli, pewnie by ich to nie zaskoczyło!
W tym samym wywiadzie gitarzysta odniósł się także do coraz głośniejszego tematu sztucznej inteligencji w muzyce. Choć wielu artystów patrzy na rozwój AI z dużą nieufnością, Metheny podchodzi do sprawy raczej filozoficznie:
To część całego zestawu wspaniałych narzędzi, jakie muzycy mają do dyspozycji w XXI wieku. Oczywiście istnieje zagrożenie dla tej części muzyki, która służy po prostu do zarabiania na czynsz. Ci goście od muzaków – oni mają problem
Jednocześnie przyznaje, że AI już próbuje naśladować jego styl – choć, jego zdaniem, wciąż brakuje w tym czegoś kluczowego.
Już to zrobili. Ale kiedy wpisuję swoje nazwisko i słucham efektów… cóż, na razie nie są w stanie skopiować wielu rzeczy
Metheny podsumował ten temat w charakterystycznie refleksyjny sposób:
Najważniejsze w AI jest to, że wciąż czegoś szuka i czegoś jej brakuje. To trochę tak, jak kiedy pytasz muzyka, czym jest ‘soul’, albo neuronaukowca, czym jest ‘świadomość’. Nikt nie potrafi tego do końca zdefiniować


