Sex Pistols przeszli do historii jako symbol buntu i narodzin punk rocka. sam Steve Jones nigdy nie uważał się za wirtuoza gitary. Gitarzysta kapeli, Steve Jones podkreśla, że brak wirtuozerii był nie tyle wadą, co siłą napędową Sex Pistols. Jego proste riffy i niewymuszona energia sprawiły, że zespół brzmiał inaczej niż wszystkie inne – i właśnie dlatego stał się legendą.
W nowym wywiadzie dla Guitar World Steve Jones przyznał, że jego ograniczone umiejętności w dużej mierze ukształtowały brzmienie zespołu – a on sam do dziś nie ma zamiaru ćwiczyć.
Nigdy tak naprawdę nie miałem ochoty ćwiczyć i stawać się lepszym. Jestem zadowolony… Nie wiem, czy potrafię, albo czy mój mózg pozwoli mi grać coś bardziej wymyślnego. To trochę jak z Keithem Richardsem. On jest świetny w tym, co robi, ale to jest ograniczone. I to jest okej, bo ja też byłbym szczęśliwy, mając takie ‘ograniczone’ granie jak on. Wolałbym być jak Richards niż jak Yngwie Malmsteen
Jones przyznał, że gdy Sex Pistols zaczynali, znał jedynie kilka prostych chwytów i wcale nie miał być gitarzystą zespołu. Początkowo obsadzono go w roli wokalisty, jednak po „katastrofalnym” koncercie menedżer Malcolm McLaren zasugerował, by poszukać frontmana z prawdziwego zdarzenia. Tak pojawił się John Lydon, znany później jako Johnny Rotten.
Miałem wtedy tylko parę chwytów barowych i grałem do płyt, takich jak New York Dolls, Stooges czy glamowe zespoły w stylu Mott the Hoople. Brałem też sporo speeda, żeby utrzymać koncentrację. Tak naprawdę nie wiedziałem, co robię
Z czasem jednak jego surowy styl stał się fundamentem brzmienia zespołu. Nagrywając debiutancki album „Never Mind the Bollocks”, miał za sobą zaledwie rok gry, ale – co ciekawe , jak zauważył inżynier dźwięku Bill Price – był jednym z najrówniejszych gitarzystów, z jakimi przyszło mu pracować.
Choć zespół rozważał dołączenie dodatkowego gitarzysty, żaden z około pięćdziesięciu kandydatów nie spełnił oczekiwań. Jones, rozwijając się w ekspresowym tempie, pozostał więc jedynym gitarzystą Pistols.
Nie starałem się brzmieć jak punk rock. To po prostu był mój styl, bo technicznie nie byłem wtedy dobry. I szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym kiedykolwiek był. Nie znoszę ćwiczyć. Czasem pobrzdąkam na akustyku, kiedy nie mam nic do roboty, ale nigdy nie traktowałem tego poważnie
Po rozpadzie Sex Pistols w 1978 roku Jones próbował różnych muzycznych ścieżek – nagrywał z Iggy Popem, występował w zespole Chequered Past u boku muzyków Blondie i Duran Duran, a także prowadził własną grupę The Professionals. W latach 90. przeniósł się do Los Angeles, gdzie zyskał popularność jako radiowy DJ w programie „Jonesy’s Jukebox”, znanym z niekonwencjonalnych rozmów i improwizowanych jamów. Po latach wracał też na scenę z reaktywowanymi Sex Pistols, a dziś ponownie rusza w trasę z zespołem – tym razem z Frankiem Carterem na wokalu.


