Brzmienie Black Sabbath zbudowane było na czterech elementach: SG, Laney, strunach od banjo oraz zmodyfikowanym treble boosterze, którego tajemnicę znał tylko jeden człowiek. W 1979 roku ktoś wyrzucił go do śmietnika. Dosłownie.
Historia brzmienia Tony’ego Iommiego zaczyna się od katastrofy. Wypadek w fabryce odciął mu końcówki palców prawej ręki — i zamiast zakończyć karierę, zmusił go do przemyślenia wszystkiego od nowa. Cieńsze struny, naparstki na okaleczone palce, obniżone stroje. Każde z tych rozwiązań jest dziś częścią gitarowej mitologii. Ale jest jeszcze jeden element tej układanki, o którym mówi się znacznie rzadziej — i który przez ponad dekadę był ważnym elementem jego brzmienia.
Zanim powstało Black Sabbath, Iommi grał w zespole Mythology w Cumberland. Tam trafił na Dallas Rangemaster, czyli treble booster, stawiany się na wzmacniaczu i podbijający sygnał wejściowy, wprawiając lampowy przedwzmacniacz w naturalny przester. Sam Rangemaster był już wtedy urządzeniem cenionym przez gitarzystów — używali go między innymi Brian May i Rory Gallagher. Ale Iommiemu los podsunął coś lepszego.
Gitarzysta Spooky Tooth, Luther Grosvenor, zaproponował, że przyjrzy się urządzeniu. Iommi wspominał:
Jeden z gitarzystów z tamtego środowiska powiedział: «Mogę sprawić, że będzie brzmieć lepiej.» Wziął go ode mnie i przyniósł z powrotem następnego dnia
Co dokładnie Grosvenor zmienił w środku — tego nie wie nikt. Sam Iommi przyznał wprost:
Nie wiem, co zrobił, ale brzmiało naprawdę dobrze. Używałem tego treble boostera na wszystkich wczesnych albumach Sabbath i wpinałem go w Laney’a, bo podbijał wejście i dawał mi overdrive, którego szukałem — a wzmacniacze we wczesnych latach tego nie miały
Co było potem – wiadomo. Zmodyfikowany Rangemaster w połączeniu z lampowym Laney’em stworzył brzmienie, które na dekady zdefiniowało heavy metal. Ciemny, agresywny przester z charakterystyczną „wagą” dźwięku — to nie był efekt przypadku, lecz precyzyjnie dobranego łańcucha elementów, którego kluczowym ogniwem było niepozorne pudełko z pojedynczym germanowym tranzystorem.
Urządzenie miało jedną wadę. Rangemaster w tamtej epoce potrafił łapać zakłócenia radiowe, w tym sygnały taksówek i służb miejskich. Różni techniczni regularnie proponowali Iommiemu „naprawę” problemu, ale on konsekwentnie odmawiał, bo uważał, że zakłócenia są częścią charakteru brzmienia. Jedynym człowiekiem, który go w tym rozumiał, był Brian May:
Często musiałem tłumaczyć, że «wiem, ale to jest część mojego brzmienia». Czasem przychodził jakiś znawca i mówił: «Mogę to dla ciebie wyeliminować.» Odpowiadałem: «Naprawdę?» Ale zawsze zmieniało to brzmienie i nie chciałem, żeby moje brzmienie się zmieniło. Jedyną osobą, która rozumiała, jak się czuję w tamtych czasach, był Brian, bo miał ten sam problem. Obaj mieliśmy trochę szumu w sygnale, ale ostatecznie dostawaliśmy brzmienie, którego chcieliśmy
W 1979 roku, podczas przebudowy arsenału wzmacniaczy na erę Heaven and Hell, do obsługi sprzętu Iommiego trafił technik John „Dawk” Stillwell — człowiek, który pracował wcześniej z Ronnie Jamesem Dio, Rainbow i Deep Purple, i który zaprojektował basy dla Joey’ego DeMaio z Manowar. Fachowiec z najwyższej półki. Który popełnił błąd nie do wybaczenia.
Używałem tego treble boostera aż do 1979 roku, gdy miałem gościa, który budował mi Marshalle. Dał mi wiele Marshalli i ten facet przyszedł i je przebudował. W międzyczasie, gdy budował te rzeczy, wyrzucił mojego treble boostera. Nie wiedziałem o tym, dopóki nie przyszedł czas, gdy go szukałem i on mówi: «Co? Wyrzuciłem to. To było do niczego
Iommi był zdruzgotany:
Nie mogłem w to uwierzyć. Nigdy więcej go nie widziałem i moje wzmacniacze bez niego nie brzmiały tak samo
Zmodyfikowany Rangemaster trafił na śmietnik — dosłownie. Nikt nigdy nie sfotografował jego wnętrza. Nikt nie zmierzył wartości komponentów, a Luther Grosvenor nie pamięta, co dokładnie tam pozmieniał… Dziś producenci klonów Rangemasterów mogą jedynie zgadywać, co sprawiało, że ten egzemplarz brzmiał tak wyjątkowo.
Iommi przez lata testował kolejne treble bostery — w 2001 roku Mike Piera z Analog Man przysłał mu prototyp Beano Boost, a sygnatury Laney mają własną sekcję boostera. Żaden nie odtworzył w pełni oryginalnego brzmienia. Pierwsze siedem albumów Black Sabbath — od „Black Sabbath” po „Technical Ecstasy” — nagranych zostało z tym jednym urządzeniem, którego nikt już nigdy nie zobaczy ani nie usłyszy…












