Choć Eddie Van Halen pozostaje jednym z najbardziej wpływowych gitarzystów w historii rocka, jego syn Wolfgang Van Halen przyznaje, że słynny wirtuoz niekoniecznie sprawdzał się w roli nauczyciela.
W nowym wywiadzie dla Guitar.com Wolfgang Van Halen z humorem wspomina, że lekcje u ojca potrafiły być równie frustrujące, co inspirujące:
Mój tata był świetnym gitarzystą, ale fatalnym nauczycielem gitary – sam by to przyznał
Okazuje się, że Eddie doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Według syna, legendarny gitarzysta nawet poprosił Paula Gilberta o udzielenie Wolfgangowi lekcji:
Tata zadzwonił kiedyś do Paula Gilberta i zapytał, czy mógłby dać mi lekcję. A Paul uśmiał się jak to usłyszał. To tylko pokazuje, jak tata postrzegał siebie w roli nauczyciela. Mówił mi: ‘Po prostu zrób to tak.’ A ja na to: ‘Ale jak?!’ Był na zupełnie innym poziomie – myślał o grze w sposób, którego nie dało się po prostu wytłumaczyć
Eddie Van Halen kojarzony jest przede wszystkim z wirtuozerskim tappingiem i błyskawicznym shredem, ale jego syn podkreśla, że to melodia i muzykalność stanowiły prawdziwe sedno stylu ojca.
Kiedy ludzie mówią o tacie, zwykle skupiają się na tappingu i shreddingu, ale to, co najbardziej mi przekazał, to przekonanie, że melodia jest piosenką. Jeśli możesz to zanucić, jeśli możesz to zaśpiewać – to jest najlepsze solo
Wolfgang kontynuował:
Uwielbiam, jak potrafi łączyć melodyjność z techniką – nigdy nie pozwala, by melodia zniknęła. To bardzo ważne dla muzyka. Bo choć szybkie granie robi wrażenie technicznie, artystycznie może być po prostu… jałowe
Dla Wolfganga Van Halena lekcje ojca nie polegały więc na rozpisywaniu skal czy teorii, ale raczej na przyswajaniu jego intuicyjnego podejścia do muzyki. Choć Eddie nie był nauczycielem w tradycyjnym sensie, jego wpływ pozostaje bezcenny – przekazał synowi to, czego nie da się nauczyć z podręcznika: czucie, melodię i serce w grze.


