Australijczycy z King Gizzard & the Lizard Wizard od lat funkcjonują na własnych zasadach. Są jednocześnie jedną z najbardziej pracowitych gitarowych formacji świata i jednym z tych zespołów, które demonstracyjnie odwróciły się od Spotify. Tym bardziej ironicznie brzmi fakt, że po zniknięciu ich katalogu z platformy… pojawił się tam ktoś, kto próbował ich udawać. I to w najbardziej dosłowny możliwy sposób.
Jak zauważył serwis Music Radar, na początku miesiąca użytkownicy Spotify zauważyli nowego wykonawcę o nazwie King Lizard Wizard. Muzyka? Muzycznie uderzająco podobna do oryginału. Tytuły utworów i grafiki ewidentnie nawiązywały do stylu King Gizzard & the Lizard Wizard. Szybko okazało się, że nie jest to żaden poboczny projekt ani bootleg, lecz kolejny, fikcyjny, generowany przez AI „zespół”, tym razem żerujący na rozpoznawalności Australijczyków.
Platforma Spotify zachowa się prawidłowo i usunęła konto AI, wydając krótkie oświadczenie:
Spotify surowo zabrania wszelkich form podszywania się pod artystów. Treści, o których mowa, zostały usunięte z powodu naruszenia zasad platformy i nie wypłacono żadnych tantiem za wygenerowane odtworzenia
Całą sytuację skomentował również frontman King Gizzard, Stu Mackenzie, który nie krył frustracji, ale dostrzegł w niej gorzki paradoks:
Próbuję dostrzec ironię tej sytuacji. A serio – WTF, jesteśmy naprawdę zgubieni
Przypominamy, że we wrześniu Spotify poinformowało, że usunęło aż 75 milionów utworów pochodzących od fałszywych, AI-owych „artystów”, tworzonych wyłącznie po to, by nabijać odtworzenia i tantiemy. Większość takich treści wyłapywana jest przez filtry antyspamowe, ale przypadek King Gizzard pokazuje, że system daleki jest od szczelności.
Jest to kolejny sygnał alarmowy dla prawdziwych zespołów i twórców – zwłaszcza tych, którzy funkcjonują poza mainstreamowym obiegiem – by wzmogli czujność, bo nikt, kto ma dobre statystyki odtworzeń, nie jest wolny od tego zagrożenia.


