Steve Vai wrócił wspomnieniami do swoich pierwszych sesji nagraniowych z Davidem Lee Rothem, opowiadając o problemach, z jakimi zmagał się na początku pracy w studiu. Jak przyznał, największym wyzwaniem było dla niego uzyskanie odpowiedniego, „dużego” brzmienia gitarowego charakterystycznego dla rocka.
Okazuje się, że kiedyś gitary Carvin, czyli jedne z popularniejszych superstratów w erze rozkwitu shredderki, w ogóle nie dawały rady. Były wygodne i szybkie, ale już w kontekście potężnie brzmiącego rockowego bandu, kompletnie ginęły, zwłaszcza, gdy nie były poparte solidnym soundem Marshalla.
Carviny, na których Steve Vai grał w połowie lat 80. (głównie modele z serii DC – np. DC135), były kojarzone bardziej z „hi-fi”, czystym i selektywnym brzmieniem, świetnym do fusion i grania technicznego, ale niekoniecznie z brutalnym, „punchem”, który przebija się w gęstym rockowym miksie.
Vai wspomina:
Kiedy dołączyłem do zespołu Dave’a, byłem wręcz zawstydzająco niedoświadczony, jeśli chodzi o to, co ludzie nazywają ‘potężnym rockowym brzmieniem gitary’. Gitary Carvin kompletnie nie przebijały się w bardziej agresywnych numerach
Sytuację uratował zupełny zbieg okoliczności. W tym samym studiu nagrywał bowiem Steve Stevens, znany m.in. ze współpracy z Billym Idolem.
Na szczęście Steve Stevens nagrywał po sąsiedzku. Wspomniałem mu o problemach z brzmieniem, a on pożyczył mi jedną ze swoich ulubionych głów Marshalla i kolumny. I bum – natychmiastowa magia. Używałem jego zestawu przez większość albumu. Dosłownie uratował mi skórę
Te sesje dotyczyły pracy nad „Eat ’Em and Smile” z 1986 roku, czyli debiutanckim solowym albumem Davida Lee Rotha po jego odejściu z Van Halen. Płyta powstawała m.in. w nowojorskim The Power Station oraz Fantasy Studios w Kalifornii i była pierwszym tak dużym projektem Rotha po rozstaniu z macierzystym zespołem.
Co ciekawe, w tym samym czasie Stevens pracował nad materiałem na „Whiplash Smile” Billy’ego Idola, co sprawiło, że obaj gitarzyści znaleźli się w idealnym miejscu i czasie. Ta przypadkowa współpraca miała ogromne znaczenie dla finalnego gitarowego brzmienia płyty Lee Rotha.
Ostatecznie „Eat ’Em and Smile” okazał się nie tylko artystycznym, ale i komercyjnym sukcesem. Vai był współautorem większości utworów, a w składzie znaleźli się również Billy Sheehan na basie i Gregg Bissonette na perkusji. Album pokrył się platyną, a singiel „Yankee Rose” stał się wizytówką płyty – z charakterystycznym gitarowym brzmieniem, które początkowo było dla Vaia największym problemem.


