Zanim George Harrison w ogóle stał się właścicielem pierwszej gitary, jako nastolatek był nią wręcz zafascynowany. W szkolnych zeszytach rysował instrumenty – od dużych modeli z pudłem rezonansowym i charakterystycznymi otworami „f” po małe solid-body z rozmaitymi kształtami wycięć. Choć przez długi czas były to tylko marzenia, dzięki wsparciu matki udało mu się w końcu zrobić pierwszy krok w stronę kariery, która na zawsze odmieniła historię muzyki. Na takie wspomnienia zebrało się tym razem Philowi Wellerowi z serwisu Guitar Player i to jego tekst streszczamy poniżej.
Pierwszym instrumentem George’a Harrisona był Egmond 105/0 Toledo – prosta, holenderska gitara akustyczna ze stalowymi strunami. Harrison kupił ją z drugiej ręki od szkolnego kolegi, mając 13 lub 14 lat. Kosztowała 3 funty i 10 szylingów, co w latach 50. było znaczną kwotą, dlatego pieniądze pożyczyła mu mama. W przeliczeniu na obecne czasy byłoby to około 95 funtów, czyli 130 dolarów. Dla porównania, pierwsza gitara Johna Lennona – Gallotone Champion – kosztowała 10 funtów, co dziś odpowiadałoby kwocie około 308 funtów.
Niedługo później Harrison zdecydował się na bardziej profesjonalny instrument. W 1958 roku, znów dzięki wsparciu finansowemu matki („Bank of Mom”), kupił za 30 funtów Hofnera Presidenta – gitarę akustyczną z pojedynczym cutawayem i kompensacyjnym strunociągiem.
Kolejnym etapem była Futurama. Była to marka gitar elektrycznych produkowanych w Czechosłowacji w latach 50. i 60., w zakładach Družba (wtedy pod marką Jolana), a następnie sprzedawanych w Wielkiej Brytanii przez firmę Selmer. Futurama uchodziła za instrument półprofesjonalny – znacznie tańszy niż wymarzone gitary z USA, ale mimo to dawał młodym artystom namiastkę „amerykańskiego brzmienia”.
George Harrison kupił swój egzemplarz Futurama III (niekiedy określany jako Futurama Grazioso) około 1959 roku w słynnym sklepie Hessy’s Music Centre w Liverpoolu. Gitara miała trzy przetworniki, osobne przyciski do ich włączania oraz charakterystyczny, futurystyczny kształt korpusu. Choć była trudna w stroju i dość toporna w wykonaniu, stała się jednym z pierwszych „poważniejszych” elektryków Harrisona.
Co ciekawe – wielu początkujących brytyjskich gitarzystów tamtego okresu zaczynało właśnie od Futuramy, bo nie mieli dostępu do Fenderów czy Gibsonów. W tamtym czasie młodzi muzycy z Wielkiej Brytanii musieli mierzyć się z tym utrudnieniem, bo po wojnie wprowadzono zakaz importu amerykańskich instrumentów, aby chronić rodzimych producentów i jednocześnie ograniczyć wydatki na towary luksusowe, które powodowało odpływ gotówki z państwa i mogłyby pogłębiać deficyt handlowy z USA. Oznaczało to, że Harrison – podobnie jak Lennon czy McCartney – nie miał możliwości legalnego zakupu wymarzonego Fendera czy Gibsona. Zamiast tego sięgał po gitary europejskie, jak Hofner, Framus, czy Futurama, które choć mniej prestiżowe, stały się fundamentem brzmienia The Beatles w ich pierwszych latach działalności.
Instrumenty Harrisona szybko stały się częścią beatlesowskiej legendy. Futurama, choć problematyczna w obsłudze – jak wspominał Paul McCartney, podczas pierwszej próby w sklepie po naciśnięciu jednego z przycisków selektora pickupów wszystkie inne gitary spadły ze ściany – była intensywnie używana w Hamburgu. Potem George kupił Gretscha Duo Jet, rozpoczynając wieloletni romans z tą marką, którego ukoronowaniem stał się słynny model Country Gentleman. Choć przez lata sądzono, że instrument spłonął w 1964 roku, nowsze doniesienia sugerują, że jego losy mogły potoczyć się inaczej.
Historia pierwszych gitar Harrisona pokazuje, że nawet skromne początki i finansowe ograniczenia nie były w stanie powstrzymać talentu i determinacji przyszłego „Cichego Beatlesa”. Dzięki wsparciu rodziny i własnej pasji George przeszedł drogę od taniej, szkolnej gitary do instrumentów, które definiowały brzmienie jednego z najważniejszych zespołów w dziejach muzyki.


