Strona główna Artyści Artykuły o artystach TOP Legendy: Jeff Beck

TOP Legendy: Jeff Beck

1056
0
UDOSTĘPNIJ
Jeff Beck

Autor: Robert „Jagoda” Jagodziński

Wielka Brytania to wylęgarnia znakomitych gitarzystów, którzy zmienili muzykę, podejście do materii muzycznej i samego instrumentu. Jasne, że bezsprzecznie największym innowatorem był i na zawsze pozostanie Amerykanin – Jimi Hendrix, ale śmiem twierdzić, że to właśnie Anglicy zawsze mieli tych oryginałów najwięcej.

Sam Jimi przyznawał, że wielką inspiracją dla niego był Eric Clapton i CREAM. W tym czasie zaczynały się też kariery innych wielkich: Jimiego Page’a, Roberta Frippa, Johna McLaughlina, Tony’ego Iommiego, trochę później Allana Holdswortha i wreszcie bohatera tego artykułu – Jeffa Becka. Każdy fan muzyki gitarowej zdaje sobie sprawę, jaki wpływ miał każdy z nich na rozwój muzyki rockowej i jazzowej. Muzyka przez nich grana zaczynała nowe style i kierunki a technika, którą operowali wyznaczała trendy na kolejne lata.

Jeff Beck ma swoje bardzo mocne miejsce w tej historii. Równolegle z Jimim już w czasach The YARDBIRDS eksperymentował z przetwornikami dźwięku i sprzężeniem zwrotnym. Ale zacznijmy od początku…

Jeff Beck

Jeff Beck urodził się w 1944 roku w Surrey, oczywiście w Wielkiej Brytanii. Od najmłodszych lat interesował się muzyką, czego wyrazem było uczestnictwo w chórze, a następnie – w wieku 11 lat – sięgnięcie po gitarę i równoległa nauka gry na pianinie. Kolejnym krokiem było ukończenie Wimbledon Art College w klasie skrzypiec. Młodego Becka ciągnęło jednak bardziej w kierunku muzyki rythm’n’bluesowej, co w owych czasach było jak najbardziej zrozumiałe. W 1963 roku zadebiutował w zespole The TRIDENTS uprawiającym ten właśnie styl muzyczny, a już dwa lata później trafił dzięki rekomendacji Jimiego Page’a do The YARDBIRDS. By się tam dostać, trzeba było mieć szczęście, a Beck najwyraźniej je miał… Zespół ten był swego rodzaju wylęgarnią talentów – Beck zajął w nim miejsce po Ericu Claptonie. Potem do zespołu trafił również Page i był taki moment, że wszyscy trzej zagrali razem przy okazji kręcenia sceny do filmu Antonioniego „Powiększenie”. Ten moment głęboko zapada im w pamięć.

The YARDBIRDS wyróżniali się z pośród innych brytyjskich zespołów tego czasu poziomem instrumentalistów i ich podejściem do grania. Clapton odszedł do Johna Mayalla, zgłębiać tajniki bluesa, a następnie współtworzył legendarny CREAM. Zespół w składzie z Beckiem i Pagem zarejestrował tylko jeden singiel i w wyniku nieporozumień między muzykami stracił Becka, który wniósł niewątpliwie wielką świeżość do brzmienia grupy. Beck rozpoczął karierę solową, a Jimi Page przemianował zespół najpierw na NEW YARDBIRDS, by wypełnić wcześniejsze zobowiązania koncertowe, a następnie na jego gruzach zbudował jeden z najważniejszych hard rockowych zespołów świata – LED ZEPPELIN. Te wydarzenia pokazują dobitnie jak twórcze i ważne dla muzyki rockowej były te lata i te trzy wielkie osobistości.

Beck zachęcony popularnością YARDBIRDS skierował się w stronę piosenek popowych i, o ile jego gra była wyborna, to jako wokalista kompletnie się nie sprawdził. Po całkiem sporych sukcesach pierwszych produkcji uwaga Becka skupiła się jednak na graniu i popchnęła go w kierunku bycia wyjątkowym gitarzystą rockowym. Nowo utworzony w 1966 roku The JEFF BECK GROUP w składzie miedzy innymi z Rodem Stewartem na wokalu uznany został później za jeden z pierwszych zespołów hard rockowych. Po jego rozwiązaniu w 1969 roku Beck zamierzał stworzyć supergrupę z Carminem Appicem oraz Timem Bogertem, ale jego plany pokrzyżował wypadek samochodowy, który wyłączył go z muzycznego życia na półtora roku.

Po powrocie reaktywował najpierw The JEFF BECK GROUP, a następnie powołał do życia porzucony przez wypadek pomysł tria. Powstała znakomita rockowa płyta sygnowana nazwiskami Beck, Bogert oraz Appice, która umocniła pozycję gitarzysty na panteonie rockowych sław początku lat 70. Największy sukces miał jednak dopiero nadejść. Dwa lata później ukazała się płyta „Blow By Blow”, fantastyczny instrumentalny album, który znalazł ponad milion nabywców. Beck był na szczycie. Zaproponowana przez niego mieszanka, rocka, funky, soul, wsparta znakomitymi improwizacjami i ciekawym zastosowaniem efektów typu talk box zachwyciła fanów i krytyków na całym świecie. Beck kontynuował ten styl kolejnym albumem zatytułowanym „Wired”, wstępując tym samym na drogę jazz-rocka. Płyta powtórzyła sukces poprzedniczki, a gitarzysta od tego momentu zyskał możliwość starannego i niespiesznego wybierania kolejnych artystycznych dróg czym zyskał sobie szacunek muzycznego środowiska ponieważ nagrywając zdecydowanie mniej zawsze w pierwszym rzędzie stawiał na artystyczną jakość.

Kolejne przedsięwzięcia czy to z Janem Hammerem, klawiszowcem MAHAVISHNU ORCHESTRA, czy ze Stanleyem Clarkiem – znakomitym basistą fusion, potwierdzały trafność obranej drogi. W latach osiemdziesiątych Beck koncertował mało, skupiając się na drugiej swojej pasji – renowacji starych samochodów. W 1985 roku ukazała się słabsza płyta „Flash”, a po kolejnych czterech latach znakomita „Guitar Shop”, na której Beck wraz Tonym Hymasem oraz Terrym Bozzio stworzyli styl, który będzie charakterystyczny dla jego twórczości w latach późniejszych. Znakomite vintagowe brzmienie, technika gry palcami, zastosowanie wibrata w połączeniu z bardzo nowoczesną aranżacją sekcji rytmicznej i wsparte ciekawymi brzmieniami instrumentów klawiszowych było w owym czasie bardzo nowatorskie i oryginalne. Beck otrzymał za ten album Grammy w kategorii płyty instrumentalnej i znów zamilkł na lata, sporadycznie wspierając swoją gitarą Kate Bush, Paula Rodgersa czy Rogera Watersa na ich albumach.

Wartym odnotowania jest album „Crazy Legs” z roku 1993 nagrany wspólnie z The BIG TOWN PLAYBOYS będący hołdem złożonym idolowi Becka z lat młodzieńczych – Gene Vincentowi. Kiedy wydaje się, że kolejne albumy ukazywać się będą coraz rzadziej, w 1999 roku następuje triumfalny powrót Becka na muzyczną scenę z płytą „Who Else!” początkującą nowy stylistyczny kierunek kontynuowany regularnie ukazującymi się płytami „You Had I Comming” z roku 2001 (kolejne Grammy dla Becka za muzykę instrumentalną) i „Jeff” z roku 2003. Jest to w w pewnym sensie muzyczna kontynuacja „Guitar Shop”, ale ze zdecydowanie większym zaangażowaniem elektroniki w bardzo nowoczesnym transowym czy trip hopowym stylu. Beck tymi płytami wkroczył pewnie w nowy wiek wyznaczając kolejny trend. Co ciekawe, sam gra wciąż swoje, dominują blues i funky grane w charakterystyczny tylko dla niego sposób. Technika slide i wykorzystanie ramienia wibrato strato nie sposób pomylić, tak gra tylko Jeff Beck. I oby grał tak jeszcze lata. Każda jego płyta to wydarzenie, na które warto czekać. Mam tak za każdym razem rozpakowując nowe CD z muzyką Jeffa. Gdy tylko z głośników zaczyna płynąć muzyka, wiem, że obcuję z geniuszem.

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru magazynu TopGuitar styczeń/luty 2008.


---------------------------------------------------------------------------

Najnowszy drukowany numer TopGuitar możesz kupić online:

sierpniowe wydanie TopGuitar (TG 08/2017).


Lub ściągnij wydanie na tablet/smartfon:
iOS: http://topguitar.pl/ios/
Android: http://topguitar.pl/android/


Zamów prenumeratę w promocji: http://topguitar.pl/sklep/

----------------------------------------------------------------------------