Strona główna Muzyka Recenzje Pete Townshend (The Who) „Kim jestem”

Pete Townshend (The Who) „Kim jestem”

371
0
UDOSTĘPNIJ

(Bukowy Las)

Żadna biografia nie powie nam tyle o danej osobie, co ta napisana przez nią samą. Jeśli jeszcze bohater książki zasłużenie jest postacią kultową tout court, mamy do czynienia ze skarbem. Wszelkie wątki psychologiczne i praprzyczyny zdarzeń mają wówczas walor źródła – to nie psychoanaliza badacza, ale zeznania z regresji hipnotyczna pacjenta, zupełnie inny wymiar więzi z czytelnikiem. Dla fana The Who, do których się zaliczam, ta książka jest jak osobiste spotkanie z mistrzem. To też trochę jak spowiedź mistrza, ponieważ w książce znalazło się wiele jego szczerych i uczciwych wobec siebie i czytelników historii. Również tych intymnych, związanych z narkotykami, alkoholem, romansami, zdradami, i postępkami, których Pete Townshend po prostu dzisiaj żałuje. W wieku sześćdziesięciu siedmiu lat (tyle miał, gdy napisał tę autobiografię) spogląda jednak na to wszystko z właściwej perspektywy – pogodzony z losem, który i tak obszedł się z nim bardzo łagodnie. Z takiego dystansu można opisywać monumentalne wydarzenia czy własne dokonania jako równoprawne z innymi elementy układanki historii rocka, bez emfazy, nadęcia czy gwiazdorskiej pretensjonalności. The Who nigdy zresztą nie zadzierali nosa, zawsze słuchali rad innych i mieli w sobie zdrową dawkę pokory. Mimo wszystko można jednak powiedzieć, że Pete Townshend w muzyce rockowej osiągnął wszystko – jest idolem, guru, żywą legendą. Napisał ponad sto utworów, z których wiele zyskało miano ponadczasowych, nagrał kilka albumów, które zmieniły kierunek w muzyce rockowej, a niewielu (poza Hendriksem, Dylanem, Cream czy Led Zeppelin) może się poszczycić takimi dokonaniami.

To niesamowite móc wybrać się w podróż przez życie z gitarowym mistrzem, jednym z najbardziej ambitnych i rewolucyjnych wioślarzy w tym biznesie. Kilka epok, przez które nas przeprowadza, to zupełnie inne muzyczne światy, a Pete Townshend dorastał i dojrzewał razem z nimi – lata sześćdziesiąte i pierwsze eksperymenty z brzmieniem, lata siedemdziesiąte – najlepszy rockowy zespół na świecie, lata osiemdziesiąte – oddanie pola innym, ale zachowanie wielkiej wartości przez albumy solowe oraz The Who bez Keitha Moona, lata dziewięćdziesiąte – pozycja nestora, który jednak cały czas chodzi w martensach i robi wiatrak na scenie… Tak naprawdę, pomimo mądrości i doświadczenia Townshenda, on cały czas pozostaje małych chłopcem, który w krótkich portkach biega po zakurzonych ulicach przedmieść Londynu i odkrywa świat… Ta książka jest tego wzruszającym świadectwem.


---------------------------------------------------------------------------

Najnowszy drukowany numer TopGuitar możesz kupić online:

marcowe wydanie TopGuitar (TG 03/2017).


Lub ściągnij wydanie na tablet/smartfon:
iOS: http://topguitar.pl/ios/
Android: http://topguitar.pl/android/


Zamów prenumeratę w promocji: http://topguitar.pl/sklep/

----------------------------------------------------------------------------

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRóżni wykonawcy „Friends. Music of Jarek Śmietana”
Następny artykułJoe Bonamassa zagra w Poznaniu
Jego muzyczna podróż zaczęła się wiele lat temu, gdy jako 13-latek usłyszał klasyczny album Deep Purple “Nobody's Perfect”. Nauczył się grać na gitarze, potem na basie, założył swój pierwszy zespół, napisał swoje pierwsze piosenki... Jego muzycznym mentorem jest wokalista Jacek Siciarek, z którym grał w funk-bluesowym zespole DzieńDobry. Potem trafił do gdyńskiej formacji FARBA, z którą nagrał kilka płyt i wylansował kilka przebojów. W międzyczasie rozpoczęła się jego pasja dziennikarska, najpierw w czasopiśmie Gitara i Bas, potem w magazynie TopGuitar. Pisze także artykuły do czasopism TopDrummer i Muzyk. Jakieś pasje? Tak: gitara basowa, gitara basowa i... gitara basowa!