Historia przyjaźni Ozzy’ego Osbourne’a z Randy’m Rhoadem to jedna z najpiękniejszych rockowych historii, ale Bob Daisley, który był tam od początku, twierdzi że to wszystko mit — i ma konkretne powody, żeby tak sądzić.
Randy Rhoads zginął w 1982 roku w katastrofie lotniczej, mając zaledwie 25 lat. Nagrywając dwa albumy z Ozzym („Blizzard of Ozz” i „Diary of a Madman”) zdążył stać się jednym z najbardziej podziwianych gitarzystów w historii heavy metalu. Z biegiem lat narosła wokół niego legenda: młody geniusz, który uratował Ozzy’ego po wyrzuceniu z Black Sabbath, połączony z wokalistą wyjątkową, niemal ojcowsko-synowską więzią. Bob Daisley, basista tego składu, mówi teraz, że to wszystko nie było takie różowe:
Nakręcili to tak, żeby brzmiało jak 'Ozzy i Randy’. Ale nie było tak idealnie, mogę wam to teraz powiedzieć. Każdy z nas miał swój rodzaj więzi. Randy i ja muzycznie świetnie się rozumieliśmy — siadaliśmy naprzeciwko siebie na krzesłach i wymyślaliśmy pomysły, pracowaliśmy nad muzyką. I wszyscy razem jedliśmy posiłki, wychodziliśmy razem, spędzaliśmy czas
Ale właśnie — razem, nie w parze:
To była fajna sytuacja, ale nie było tam żadnego szczególnego połączenia jednej czy dwóch osób. Nie było żadnego 'Randy’ego i Ozzy’ego’
Daisley idzie jeszcze dalej. Powołując się na relacje perkusisty Tommy’ego Aldridge’a i klawiszowca Dona Aireya, twierdzi, że pod koniec wspólnej drogi relacja między Rhoadsem a Osbournem nie tylko nie była wyjątkowa — była po prostu zepsuta:
Randy nie był szczęśliwy pod koniec. Mnie tam nie było, ale Don Airey i Tommy Aldridge powiedzieli mi, co się działo. Ozzy i Randy nie byli już blisko, a Randy chciał odejść
Co więcej, Rhoads miał konkretny plan na życie. Chciał zdobyć tytuł magistra i wyjechać do Europy, żeby studiować muzykę klasyczną. Jedynym powodem, dla którego musiał jeszcze zagrać materiał z Black Sabbath — którego, jak podkreśla Daisley, szczerze nie lubił — było wywiązanie się z kontraktu, żeby móc odejść bez zobowiązań.
Chciał zdobyć tytuł magistra i pojechać do Europy, żeby studiować. Jedynym powodem, dla którego zgodził się robić ten materiał z Black Sabbath — nie lubił Sabbath, nie był fanem — było wywiązanie się z kontraktu, żeby móc odejść na wolność
Historia Ozzyego i Randy’ego może więc być czymś innym niż myśleliśmy — nie przyjaźnią dwóch artystów na szczycie, lecz rozpadającą się współpracą, którą tragedia uwieczniła w niespodziewanym momencie…


