Gitarzysta Brian Welch z zespołu Korn wrócił ostatnio do jednego z najtrudniejszych okresów swojego życia. Muzyk w emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych opowiedział o czasie, gdy zmagał się z uzależnieniem, depresją i myślami samobójczymi – oraz o tym, co pomogło mu się z tego podnieść.
Historia Briana „Heada” Welcha to jedna z najbardziej znanych przemian w świecie ciężkiej muzyki. W 2005 roku gitarzysta opuścił Korn, próbując zerwać z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu oraz uporządkować swoje życie. Kilka lat później wrócił do muzyki z bardzo osobistym materiałem – albumem „Save Me from Myself” z 2008 roku. Płyta wprost opowiada o jego walce z nałogami, depresją i duchowej przemianie. Utwory z tego wydawnictwa – jak „Flush” czy „Re-Bel” – odnoszą się do konkretnych momentów z jego życia: od walki z uzależnieniem po poczucie winy związane z relacją z córką.
We wspomnianym wywiadzie Welch przyznał, że w najciemniejszych momentach jego życia wizja życia wiecznego wcale nie była dla niego pocieszająca:
Kiedyś myśl o życiu wiecznym w ogóle mnie nie pociągała. Chciałem po prostu odpocząć. Kogo obchodziło wtedy życie wieczne?
Z czasem jednak sytuacja zaczęła się zmieniać. Gitarzysta mówi wprost, że kiedy jego problemy psychiczne zaczęły się pogłębiać, zdecydował się poszukać pomocy – między innymi ze względu na swoją córkę:
Kiedy zacząłem mieć myśli samobójcze, zdałem sobie sprawę, że nie chcę odejść z tego świata zbyt wcześnie i zostawić córki samej. Postanowiłem wtedy poszukać pomocy
Welch opowiada, że w trakcie terapii i pracy nad sobą odkrył coś, czego wcześniej się nie spodziewał – głęboką duchowość i wiarę, która zaczęła porządkować jego życie:
Szukając pomocy, znalazłem coś, o czym nie wiedziałem, że w ogóle jest możliwe – więź z Bogiem, która dała mi spokój większy niż wszystko, co wcześniej znałem
Welch porównał to uczucie z wcześniejszym stanem, gdy – jak sam mówi – był „całkowicie zniszczony przez uzależnienie i depresję”. Wtedy najłatwiejszym rozwiązaniem wydawało się po prostu zniknąć.
Kiedy byłem całkowicie zniszczony przez uzależnienie i depresję, myśl o tym, żeby po prostu zasnąć na zawsze, była ukojeniem
Historia Briana Welcha przypomina, że za sławą i rockowym stylem życia często kryją się bardzo realne, czasami śmiertelnie poważne problemy. W świecie rocka podobnych historii nie brakuje – ale nie każda kończy się tak dobrze jak ta. Welchowi udało się przejść przez najciemniejszy moment, odbudować relacje i wrócić do muzyki, która uczyniła go jednym z najbardziej rozpoznawalnych gitarzystów nu metalu.


