W świecie, w którym gitarzyści ścigają się na BPM-y, David Gilmour od dekad gra w zupełnie inną grę. Bez pośpiechu, bez popisywania się techniką – za to z feelingiem, który jest nie do podrobienia. I co ciekawe, sam przyznaje wprost: szybkość nigdy nie była jego mocną stroną, a mimo to stworzył jedno z najbardziej ikonicznych solówek w historii rocka.
Gilmour wielokrotnie podkreślał, że jego styl nie ma nic wspólnego z techniczną wirtuozerią w klasycznym rozumieniu. W wywiadzie u Ricka Beato mówił o tym bez owijania w bawełnę:
Nie jestem zbyt szybki na gitarze, ale nie chcę taki być. Nawet gdybym mógł, to mój styl jest czymś, co kocham. To coś, co robiłem przez całe życie
Jeszcze mocniej wybrzmiewa jego podejście w innym fragmencie:
Nie zostałem obdarzony ogromną szybkością na gitarze. Były lata, kiedy byłem młodszy i myślałem, że mogę to osiągnąć, jeśli będę wystarczająco dużo ćwiczył. Ale to po prostu nigdy nie miało się wydarzyć
I tu jest klucz – większość gitarzystów próbowałaby taki „brak” ukryć. Gilmour zrobił z niego fundament swojego stylu. Jego sposób grania wyrasta bezpośrednio z bluesa. Sam przyznaje:
W mojej grze jest dużo bluesa. Kiedy byłem młody, faktycznie siadałem i uczyłem się wielu klasycznych solówek Claptona i Hendrixa, a także studiowałem stare nagrania Howlin’ Wolfa. Ale teraz nie zagłębiam się w to świadomie. Bluesowe frazy same w sobie są dość konkretne
To podejście słychać w każdym jego dźwięku. Zamiast lawiny nut – pojedyncze, często „wyciągnięte” dźwięki, vibrato i przestrzeń między frazami. Dokładnie tak, jak robili to mistrzowie pokroju B.B. King czy Peter Green.
Najlepszym przykładem tej filozofii pozostaje solo z „Comfortably Numb” Pink Floyd – często uznawane za jedno z najlepszych w historii. Technicznie? Wcale nie ekstremalne. Muzycznie? Absolutny top. To solo nie zasypuje słuchacza nutami. Wręcz przeciwnie – zostawia miejsce. I właśnie ta przestrzeń buduje napięcie, sprawia, że każdy dźwięk ma znaczenie i „waży” więcej.
Sam Gilmour tłumaczy to bardzo prosto:
Nie próbuję wymyślać czegoś nowego, ekscytującego czy innego. Po prostu szukam emocji, tu i teraz
I tu dochodzimy do sedna. Szybkość da się wyćwiczyć – to kwestia godzin i dyscypliny. Ale to, co robi Gilmour, jest znacznie trudniejsze do osiągnięcia. To umiejętność wyboru: kiedy zagrać, co zagrać… i kiedy nie grać wcale. Brutalna prawda dla wielu współczesnych gitarzystów jest taka, że właśnie to ostatnie robi największą różnicę.










