Są gitarzyści, którzy grają dla siebie, no i może dla kilku kumpli – też gitarzystów. I są tacy, którzy rozumieją, że scena to zupełnie inna gra. Eddie Van Halen zdecydowanie należał do tej drugiej grupy i co ciekawe, tę lekcję wyniósł nie ze swoich sukcesów, tylko z… cudzej „wpadki”.
Wpływ Edwarda Vah Halena na gitarę elektryczną jest dziś oczywisty. Wystarczy posłuchać, jak mówią o nim inni – niemal wszyscy uważają to, co zrobił Ed, za rewolucję kopernikańską w świecie gitary. Pamiętajmy jednak, że mimo statusu rewolucjonisty, Mistrz miał bardzo konserwatywne podejście do grania: publiczność była u niego zawsze na pierwszym miejscu.
W wywiadzie z 1979 roku opowiedział historię koncertu, który być może jeszcze bardziej ukształtował tę postawę. Na jednej scenie spotkali się wtedy muzycy z najwyższej półki – m.in. Allan Holdsworth i Bill Bruford w ramach zespołu U.K. Słuchamy o tym w wywiadzie Jasa Obrechta.
Dla Eddiego to było niemal religijne doświadczenie:
U.K. grali przed nami na kilku koncertach. Siedzę w Reno, stroję gitarę i nagle: ‘To Bill Bruford? Wow!’ Dostałem ciar. Zaraz potem wchodzi Allan Holdsworth. Myślę: ‘Boże, ci goście grają przed nami? Przecież to weterani!
Problem w tym, że publiczność… kompletnie tego nie kupiła:
Zagrali przed nami i polegli. Ludzie ich nie znosili. A ja stoję tam, ze łzami w oczach, totalnie wkręcony. To było niesamowite
I tu pojawia się kluczowy wniosek, który Eddie zapamiętał na całe życie:
To jest takie podejście: ‘Gram swoją sztukę i nie obchodzi mnie, czy ci się podoba’. Uważam, że to bardzo złe podejście. Muzyka jest dla ludzi, nie dla ciebie. Jeśli jest dla ciebie – siedź w pokoju i graj
Mocne słowa, szczególnie biorąc pod uwagę, że mówi to ktoś, kto sam był technicznym kosmitą. Ed rozwija tę myśl jeszcze dalej:
Jeśli masz grać dla ludzi, lepiej graj coś, czego będą chcieli słuchać, zamiast wychodzić na scenę i udawać, że jesteś ponad swoją publicznością. Oni grali te wszystkie połamane rzeczy, które dla przeciętnego słuchacza brzmią jak błędy. Jako muzyk to rozumiem, jaram się tym i wiem, co robią. Ale oni polegli – i nie mogłem w to uwierzyć…


