W świecie gitarzystów akustyk bywa traktowany jak instrument „prawdy” – obnaża braki w technice, a nawet intencje gitarzysty – czy traktuje słuchacza poważnie. Ale nie wszyscy mają do niego romantyczny stosunek. Mike Vennart, koncertowy gitarzysta Biffy Clyro i były lider Oceansize, bez ogródek przyznaje, że granie na gitarze akustycznej zwyczajnie go… nudzi.
Dla jednych akustyczna gitara to esencja muzykalności, dla innych – ograniczenie kreatywne. Wypowiedź Mike’a Vennarta idealnie wpisuje się w ten podział i pokazuje, że nawet doświadczeni muzycy nie zawsze czują się dobrze w akustycznym świecie.
W rozmowie z magazynem Guitarist Vennart opowiada o jednym z najlepszych gitarowych zakupów w swoim życiu – Godin 5th Avenue, czyli inspirowanym latami 50. hollowbody z otworami F, który kupił na eBayu za około 350 funtów. Instrument trafił do niego w czasie lockdownu, gdy niewykorzystane mile lotnicze zamienił na punkty zakupowe.
Choć to nie jest „prawdziwy” akustyk, gitarzysta przyznaje, że dzięki niemu może „ujść na sucho” podczas koncertów akustycznych. Co ważne – czuje się z nim znacznie lepiej niż z klasyczną gitarą akustyczną:
Ale ja, kurwa, nienawidzę grać na gitarze akustycznej. Nie potrafię sobie wyobrazić nic bardziej nudnego! A ten instrument wydobywa ze mnie to, co najlepsze. Jest inspirujący. Ma jednego P-90 przy gryfie i tylko tyle – i to jest fantastyczne
Jakby na swoje usprawiedliwienie dodał:
Wciąż jestem zafascynowany magią gitary, prawdopodobnie dlatego, że nigdy nie opanowałem techniki. To takie pudełko cudów, do którego podchodzę jak do kreatywnego instrumentu
Historia Vennarta pokazuje jedno: nie ma jedynej słusznej drogi. Dla niektórych akustyk jest świętością, dla innych – przeszkodą. Liczy się to, czy instrument inspiruje do grania. A jeśli robi to półakustyczny hollowbody z jednym przetwornikiem, też dobrze.


