Ian Hill, jedyny członek Judas Priest obecny w zespole od samego początku, nie ma wątpliwości: kiedy on i Rob Halford odejdą, kapela będzie grać dalej. I trudno mu odmówić racji — historia składu daje mu do tego pełne prawo.
Ian Hill gra w Judas Priest od 1970 roku. Pięćdziesiąt sześć lat, sześciu lub siedmiu perkusistów, czterech gitarzystów, dwóch wokalistów i jeden basista, który przeżył to wszystko. Ale, kiedy w rozmowie z hiszpańskim Metal Journal zapytano go, czy wyobraża sobie Judas Priest kontynuujący działalność po odejściu jego i Roba Halforda, Hill odpowiedział:
Nie ma powodu, żeby nie. Przez te wszystkie lata przerobiliśmy już jakieś sześciu, siedmiu perkusistów, czterech gitarzystów i dwóch wokalistów. Więc czemu nie? Jestem pewien, że wszyscy byliby na to gotowi, gdyby Rob lub ja musieli z jakiegoś powodu to rzucić. Nikt nie jest niezastąpiony, więc nigdy nic nie wiadomo
To zdanie — „nikt nie jest niezastąpiony” — wypowiedziane przez człowieka, który sam jest jedynym niezastąpionym ogniwem w całej historii tego zespołu, pokazuje wielkość basisty. Hill nie myśli jednak na razie o odejściu. Ma jeden warunek, który sam sobie postawił:
Jeśli wykonanie zacznie szwankować, będzie to czas, by zacząć o tym myśleć. Dopóki jesteśmy w stanie dać z siebie te 100% — mówię tu o sobie osobiście — gramy dalej. Ale jeśli pojawią się problemy i coś nie będzie grało, albo poczujesz, że nie dajesz z siebie wszystkiego — może to czas powiedzieć «dość». Zobaczymy
Przy okazji Hill zdradził aktualny stan prac nad nowym albumem. Tracki są w zasadzie gotowe, Rob Halford nagrywa właśnie wokale w Phoenix, a premiera ma nastąpić wiosną 2027 roku. Basista opisuje nadchodzącą płytę jako „klasyczny Priest” — nieco bardziej tradycyjny, miejscami zaskakujący.
Judas Priest przeżyli odejście Halforda w latach 90., zastąpienie go Timem „Ripperem” Owensem, powrót Halforda, emeryturę Tiptona i śmierć K.K. Downinga dla zespołu w 2011 roku. Każda z tych zmian wydawała się niemożliwa do przeżycia — i każdą przeżyli. Hill ma wszelkie podstawy, żeby wierzyć, że kapela jest większa niż jakikolwiek jej składnik. Nawet ten, który nigdy jej nie opuścił.









