Gitarzysta Deep Purple i Rainbow przez dekady był niemal synonimem niezniszczalności, realizując rolę gwiazdy rocka i jednego z najważniejszych gitarzystów w historii muzyki. Dziś 81-latek zmaga się z kilkoma poważnymi problemami zdrowotnymi naraz i mówi o tym wprost.
Ritchie Blackmore nie jest typem, który skarży się na zdrowie. Przez ponad pół wieku żył na własnych zasadach i według własnego harmonogramu. Jakiś czas temu zaczęły do nas docierać informacje o jego nieciekawym stanie zdrowia, ale teraz dowiedzieliśmy się więcej.
Wszystko zaczęło się od zawrotów głowy podczas trasy Blackmore’s Night w Stanach. Tego, czego Blackmore doświadczył, nie dało się zbagatelizować. Cytujemy za Classic Rock Magazine:
Obudziłem się pewnego ranka w trakcie trasy i miałem to, co nazywają zawrotami głowy. Nikomu tego nie polecam. To była najgorsza rzecz, w jaką byłem kiedykolwiek zamieszany. Miałem problemy z sercem, z podagrą i ból, ale zawroty głowy to najgorsza rzecz, z jaką się zetknąłem
Opis tego, co przeżył, jest mocny:
Kręci ci się tak bardzo w głowie, że tracisz kontrolę nad każdą częścią ciała i po prostu upadasz, i nie możesz nawet myśleć właściwie. To prawie jak udar, ale możesz mówić i rozumieć, co jest inne od udaru. Miałem to w hotelu. Zabrano mnie do miejscowego szpitala, gdzie dali mi na to lekarstwo — nazywa się manewr Epleya
Leczenie okazało się równie osobliwe jak sama choroba — ruch głową w lewo i prawo oraz leki przeciwhistaminowe, które działają podobnie jak tabletki na chorobę morską. Blackmore porównał swój stan do czegoś, co wielu zna jedynie z wyobraźni:
To było jak bycie na łodzi rybackiej na morzu w największym sztormie, jaki można sobie wyobrazić. Musiałem się czegoś trzymać — krzesła, czegokolwiek — żeby nie upaść. To mnie naprawdę przeraziło
Trasa została odwołana. Cztery ostatnie koncerty nie doszły do skutku. A gdy Blackmore wrócił do domu, zawroty uderzyły ponownie — dwa dni później. Wszystko razem składa się na obraz, który sprawia, że słowa gitarzysty nabierają szczególnego ciężaru:
Odkryłem, że w moim wieku — mając te swoje 150 lat — nadszedł czas, by nieco ograniczyć trasy. Nie lubię już podróżowania. Kocham grać dla kogokolwiek, na jakiejkolwiek scenie. Ale żeby się tam dostać — czasem sama podróż mnie rozwala


