Ritchie Blackmore wrócił wspomnieniami do czasów Deep Purple, ocenił innych gitarzystów i… rzucił dość prowokacyjne zdanie o całym środowisku. Jednocześnie pokazał też bardziej osobistą, zaskakująco ciepłą stronę – szczególnie gdy wspomniał o swoim następcy w Deep Purple, Tommym Bolinie.
Całość wpisuje się w szerszy obraz Ritchiego Blackmore’a: z jednej strony bezkompromisowego perfekcjonisty, z drugiej gościa, który – jeśli ktoś zasłużył na szacunek – potrafi mówić o nim bez cienia złośliwości. Nawet jeśli przy okazji wbije szpilę całej gitarowej społeczności.
Blackmore przyznał, że znał Tommy’ego Bolina raczej prywatnie niż zawodowo i był pod ogromnym wrażeniem jego osobowości:
Cóż, znałem go bardziej jako przyjaciela. I był tak miłym gościem, że nie mogłem uwierzyć, że jest gitarzystą, bo większość gitarzystów nie jest miłymi ludźmi. Był naprawdę bardzo miły i był Indianinem — chyba z plemienia Siuksów czy coś takiego — i odwiedzałem go w domu, często po prostu siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Nigdy nie było żadnej zazdrości, żadnej rywalizacji
I to właśnie tutaj pada zdanie, które pewnie wywoła reakcje wśród gitarzystów:
Większość gitarzystów to nie są mili ludzie
Trudno powiedzieć, czy to gorzka obserwacja po latach w branży, czy po prostu typowy dla Blackmore’a sarkazm, ale kontrast, jaki rysuje między środowiskiem a Bolinem, jest bardzo wyraźny.
Blackmore wspomina też jedną rzecz u Bolina, która autentycznie go zaskoczyła:
Zapytałem kiedyś Tommy’ego: ‘Kiedy ostatnio zmieniałeś struny?’ A on spojrzał na mnie w stylu: ‘Powinienem je zmieniać?’ A ja mówię: ‘No tak.’ A on na to: ‘No, chyba jakieś pięć lat temu’, bo były tak oblepione brudem i syfem. Był genialnym gitarzystą, świetnym muzykiem i nigdy nie zmieniał strun w gitarze
W rozmowie wrócił też ciekawy temat relacji Blackmore’a z dawnymi kolegami z Deep Purple. Okazuje się, że kontakty nie zostały całkowicie zerwane:
Ian Paice od czasu do czasu przesyła mi pozdrowienia, rozmawiałem też z Ianem Gillanem i Davidem Coverdalem. Ale nie znam nowych ludzi w zespole. To znaczy oczywiście Don Airey był w Rainbow. Don to świetny klawiszowiec, ale grał już chyba w każdym zespole w tej branży
Wyświetl ten post na Instagramie










