Steve Morse definitywnie zaprzeczył domysłom dotyczącym możliwości powrotu do Deep Purple. W rozmowie z Guitar Interactive Magazine gitarzysta przyznał wprost, że część muzyków zespołu była wręcz zadowolona z jego odejścia, bo chciała wrócić do prostszej, bardziej klasycznej rockowej formuły.
Steve Morse dołączył do zespołu w 1994 roku i pozostał w nim najdłużej ze wszystkich gitarzystów w historii Deep Purple, wnosząc do brzmienia elementy jazzu, muzyki klasycznej i harmoniczną złożoność, która wyraźnie poszerzyła stylistyczne ramy zespołu.
Morse oficjalnie opuścił Deep Purple w lipcu 2022 roku, decydując się poświęcić czas opiece nad chorującą na raka żoną, Janine. Jego miejsce zajął Simon McBride. Po śmierci żony Morse stopniowo wraca do aktywności muzycznej, koncentrując się przede wszystkim na Steve Morse Band, który w listopadzie wydał album „Triangulation” – pierwszy od 2009 roku.
Zapytany w najnowszym wywiadzie o możliwość okazjonalnych występów z zespołem w przyszłości, Morse nie pozostawił złudzeń. Jak stwierdził, wszystko zależałoby od nastawienia drugiej strony, a tego – jego zdaniem – po prostu nie ma.
Myślę, że gdyby zespół czuł inaczej, ja też czułbym inaczej. Ale mam wrażenie, że paru gości w zespole naprawdę cieszyło się, że mnie już nie ma, bo zmierzali z powrotem do swoich korzeni i chcieli być po prostu rockowym zespołem – bez tego całego wymyślnego grania. A jeśli chodzi o mnie jako autora, to ja właśnie to ‘wymyślne granie’ zawsze im dawałem. Nie potrafię inaczej
W jego ocenie obecny skład Deep Purple jest szczęśliwszy bez niego, a ewentualny powrót byłby dla zespołu krokiem wstecz. Zresztą już wcześniej przyznawał, że tylko „jeden na dwadzieścia” jego pomysłów faktycznie trafiał na płyty, ale mimo to jego charakterystyczny styl – szybkie pasaże, rozbudowane harmonie i niestandardowe rozwiązania – stał się ważną częścią późnego okresu Deep Purple.
Obecny etap życia i kariery wiąże się dla Morse’a z ogromnymi wyzwaniami. Walka z artretyzmem, utrata żony oraz zakończenie 28-letniego rozdziału w Deep Purple zmusiły go do redefinicji własnej techniki. Jak sam przyznał, już dekadę temu zmienił sposób trzymania kostki, by móc regulować kąt ataku i zmniejszać ból.


