Jeszcze niedawno byli niszowym projektem, a dzisiaj są jednym z najbardziej „grzanych” w internecie zespołów. Ich wideo z sesji dla KEXP zbliża się do 10 mln odtworzeń, co przy tego typu, „ambitnej” muzyce, jest wynikiem fenomenalnym. Kanadyjski duet Angine de Poitrine wjechał zatem do gitarowego świata z impetem, który trudno było przewidzieć, zwłaszcza że u podstaw całego zamieszania stoi… żart.
Jeśli ktoś przez ostatnie tygodnie nie śledził sieci, mógł przegapić ich błyskawiczny wzrost popularności. Duet wypuścił drugi album, a viralowa sesja dla KEXP rozpędziła się do milionów odsłon w ekspresowym tempie. Sporo mówi się też o ich charakterystycznym instrumencie – podwójnej, mikrotonowej hybrydzie gitary i basu – która przyciągnęła uwagę całej gitarowej branży.
Najciekawsze jest jednak to, że ten cały koncept nigdy nie miał być „na serio”. Jak sami przyznają, wszystko zaczęło się od żartu, który po prostu… wymknął się spod kontroli. W wywiadzie dla serwisu Cult Mtl, panowie artyści powiedzieli:
Ten projekt to kulminacja wielu lat wewnętrznych żartów. Nazwy były naszymi alter ego w 10-minutowym projekcie free jazzowym, gdzie po prostu wygłupiałem się na saksofonie, a (Klek) grał na perkusji
Z czasem pojawił się pomysł na sceniczny wizerunek i zabawę z publicznością:
Na początku pomysł na kostiumy polegał na tym, żeby grać więcej koncertów i zrobić trochę żart w stylu Andy’ego Kaufmana na publiczności i powiedzieć: ‘Hej, czy możemy założyć zespół, nie ujawniając kim jesteśmy?
Brzmienie Angine de Poitrine opiera się w dużej mierze na gitarze i sprytnym wykorzystaniu loopera, który pozwala duetowi zabrzmieć jak znacznie większy skład. Co ciekawe, również ten element nie był od początku planowany jako coś poważnego:
Myśleliśmy, że to będzie wyglądać zajebiście i przez 15 sekund uznaliśmy, że to zabawny żart. Ale szybko stało się jasne, że to był dobry pomysł
Pierwsze podejście do mikrotonowości było dość prymitywne – Klek po prostu dociął dodatkowe progi w istniejącej gitarze. Dopiero później przyszła refleksja, że warto zrobić to „na serio”. Profesjonalne wyceny potrafiły jednak zwalić z nóg (nawet 12 tysięcy dolarów za gryf), więc ostatecznie pomógł zaprzyjaźniony lutnik.
Za całym projektem stoi też konkretna idea artystyczna – i tu robi się szczególnie ciekawie z perspektywy gitarowego środowiska:
Cała idea zespołu polegała na przyjęciu nieco satyrycznego podejścia do muzyki rockowej jako takiej. Chcieliśmy przesady, więc gitara z podwójnym gryfem była idealnym wyborem, żeby trochę ponabijać się z gitarowych herosów. To trochę karykatura, bo trzeba umieć śmiać się z samego siebie i powiedzieć: ‘To, co robimy, jest absurdalne’
I tu dochodzimy do sedna – Angine de Poitrine balansują na granicy żartu i absolutnie poważnego skilu. Ich muzyka, osadzona w math rocku i eksplorująca mikrotonowość, wymaga sporych umiejętności, ale jednocześnie nie ma w niej nadęcia. Efekt? Projekt, który miał być jednorazowym żartem dla wtajemniczonych, stał się jednym z najgłośniejszych zjawisk gitarowego internetu ostatnich miesięcy.


