Na szczęście nie każdy gitarzysta marzy o tym, by grać jak najszybciej. Dla Davida Gilmoura – legendarnego muzyka Pink Floyd – liczy się coś zupełnie innego. W nowym wywiadzie artysta wyjaśnił, dlaczego nigdy nie fascynowały go gitarowe popisy techniczne i dlaczego jego styl opiera się na emocjach, a nie na prędkości.
Jesienią 2025 roku, 79-letni David Gilmour nie zwalnia tempa – przynajmniej w sensie artystycznym. 17 października ukaże się jego nowy koncertowy album „The Luck and Strange Concerts”, zawierający nagrania na żywo z trasy promującej solowy krążek Luck and Strange (2024). To jednak nie koniec niespodzianek dla fanów Pink Floyd.
Z okazji 50-lecia kultowego albumu „Wish You Were Here” zapowiedziano specjalny deluxe box set, który trafi do sprzedaży w grudniu. Znajdą się w nim archiwalne nagrania, dema i niepublikowane wcześniej występy z połowy lat 70. I dlatego Davida więcej ostatnio w mediach, na co absolutnie nie narzekamy i wracamy do tematu.
We wspomnianym wywiadzie, Gilmour powiedział:
Nie gram szybko – i nie chcę grać szybko. Nawet gdybym potrafił, nie miałoby to dla mnie znaczenia. Kocham to, co robię od zawsze, i właśnie ten sposób grania jest częścią mnie
David Gilmour przyznaje, że nigdy nie planuje swojego brzmienia z wyprzedzeniem.
Nie zastanawiam się, co będzie nowe czy ekscytujące. Po prostu szukam emocji, które pojawiają się w danym momencie. Zawsze pozwalam muzyce prowadzić się tam, dokąd chce
Gilmour wspomina, że zaczął grać w zespołach jako nastolatek i od tamtej pory nigdy nie przestał. Dla niego gitara to nie narzędzie rywalizacji, ale sposób wyrażania siebie.
Podczas wcześniejszej rozmowy z Rickiem Beato artysta przyznał, że choć wiele osób podziwia jego melodyjny styl, on sam nigdy nie należał do „szybkich gitarzystów”.
Nie zostałem obdarzony wielką szybkością. Kiedy byłem młodszy, myślałem, że może to wyćwiczę. Ale w końcu zrozumiałem, że to po prostu nie moja droga











