Coś niepokojącego dzieje się w gitarowym internecie. Od kilku miesięcy kolejni wirtualni mistrzowie gitary — artyści z milionami obserwujących na Instagramie i YouTubie — są oskarżani o jedno: że w swoich viralowych filmikach w ogóle nie grają tego, co słyszymy. Sprawa rozgorzała na dobre i zdążyła pochłonąć co najmniej kilka karier.
Wszystko zaczęło się od przypadku Giacomo Turry — włoskiego gitarzysty i influencera z ponad 700 tysiącami obserwujących na Instagramie, który zbudował markę na błyskotliwych, dopracowanych klipach w stylu neo-funk i R&B. Turra przyciągnął kontrakty, endorsement, w tym własny model gitary sygnowanej przez markę D’Angelico. Wszystko posypało się w momencie, gdy youtuber Danny Sapko opublikował szczegółowe wideo z zarzutami. Turra miał przywłaszczyć sobie aranżacje takich gitarzystów jak Jack Gardiner, Alex Hutchings, Tom Quayle, Marco Baldi i Jacob Collier — sprzedając nawet tabulatury ich kompozycji jako własne!
Reakcja branży była natychmiastowa. D’Angelico wycofało jego model ze swojej strony. Brytyjski retailer Andertons usunął nagrany z Turą materiał wideo. Jego oficjalna strona internetowa przestała istnieć.
Rick Beato powiedział to wprost
Do sprawy odniósł się Rick Beato — jeden z najbardziej wpływowych gitarowych youtuberów świata, z niemal pięcioma milionami subskrybentów. Okazało się, że miał z Turą bliski kontakt.
Nie opublikowałem tego wideo, bo Giacomo nie grał wystarczająco dobrze, żeby pojawić się na moim kanale. Mam standardy
Beato wyjaśnił, że Turra odwiedził jego studio kilka miesięcy wcześniej i wtedy właśnie zorientował się, że wszystkie jego filmiki są tak naprawdę playalongami — nagraniami, do których gitarzysta jedynie udaje grę przed kamerą. Jednocześnie Beato zaznaczył wyraźnie, że samo odgrywanie gry przed kamerą nie jest dla niego największym grzechem.
Fejkowanie — to jedno. Ale kradzież cudzej muzyki to już zupełnie inna sprawa
Turra opublikował na YouTubie film z przeprosinami, po czym jego kanał zniknął z sieci.
Niewinni w krzyżowym ogniu
Problem w tym, że fala podejrzeń wylała się daleko poza rzeczywiście winnych. Japoński wirtuoz Ichika Nito — kolejna gwiazda gitarowego internetu — stał się bohaterem wideo zatytułowanego wprost „Udowadniam, że Ichika Nito to ostateczny FAŁSZYWY gitarzysta”, w którym kanał Jacobra Records drobiazgowo analizuje jego klipy, dopatrując się rozbieżności między wideo a dźwiękiem. Podobne oskarżenia dotknęły gitarzystów Charliego Robbinsa i Marcina Patrzałka — ten ostatni nagrał osobny utwór, żeby udowodnić, że nie kłamie.
Kluczowy zarzut wobec Nito brzmi: choć jest utalentowanym kompozytorem, jego viralowe filmiki nie są rejestracją gry na żywo, lecz zestawionymi ze sobą fragmentami nagrań studyjnych, do których gitarzysta jedynie synchronizuje ruchy dłoni.
Odpowiedź Nito była elegancka. Pojawił się w japońskim projekcie The First Take, gdzie wykonał swój utwór „i miss you” w jednym ujęciu, bez cięć, bez playbacku. Sam skomentował to lakonicznie na Instagramie: Koncept jest prosty: wejdź do studia i nagraj wykonanie w jednym podejściu. Bez wokalu, bez podkładu, tylko gitara
Nagranie nie jest bezbłędne — słychać w nim drobne niedoskonałości, przypadkowe alikwoty, czy nawet nieprecyzyjne bendingi. I właśnie to paradoksalnie czyni je wiarygodnym.

……………………….
Jeden z komentujących gitarzystów ujął to tak: „Mamy obowiązek dbać o prawdziwość i autentyczność w dzisiejszych czasach — tym bardziej, że AI będzie tylko bardziej się rozpychać.”
Na razie społeczność sama wypracowuje odpowiedź. Część gitarzystów — jak Plini czy Stephen Taranto — świadomie publikuje wyłącznie surowe, nieobrobione nagrania, żeby uniknąć podejrzeń. Inni odpowiadają na ataki jednym ujęciem bez cięcia. Internet obserwuje i ocenia. A następny oskarżony już pewnie właśnie nagrywa swój filmik…


