Historia Randy’ego Rhoadsa do dziś działa na wyobraźnię fanów rocka i metalu – nie tylko ze względu na jego rewolucyjny styl gry, ale też przez nagłość i tragizm jego śmierci. Wspomnienia Ozzy’ego Osbourne’a z ostatnich godzin spędzonych z gitarzystą rzucają nowe światło na to, w jakim momencie artystycznym znajdował się Rhoads tuż przed wypadkiem, który zakończył jego życie.
W archiwalnym nagraniu z lat 90., odnalezionym przez Sunset+Vine i udostępnionym w sieci, Ozzy Osbourne wraca pamięcią do rozmowy z Randy Rhoadsem, jaka miała miejsce zaledwie kilka godzin przed katastrofą lotniczą.
Pamiętam ostatnią podróż, jaką kiedykolwiek odbyłem z Randym Rhoadsem – tę fatalną podróż z Knoxville w Tennessee do Orlando na Florydzie. Musieliśmy zatrzymać się w bazie autobusowej po jakieś części, jakiś cholerny podnośnik czy coś w tym stylu
To właśnie wtedy rozmowa zeszła na temat, który najlepiej pokazuje, jak bardzo Rhoads różnił się od stereotypowego gitarzysty rockowego. Ozzy bardzo dosadnie opowiada, że Randy intensywnie uczył się muzyki klasycznej i w każdym mieście starał się brać lekcje u lokalnych nauczycieli.
On uczył się muzyki klasycznej. W każdym mieście, do którego przyjeżdżaliśmy, szedł na lekcję klasyki. Koleś z rockowego zespołu! Powiedziałem mu: ‘Czyś ty zwariował? Zastanów się co będziesz z tego miał – jakąś laskę, z którą możesz się przespać, albo loda na tyłach autobusu, czy może lekcję gry na gitarze klasycznej? Co jest z tobą nie tak?’
Z perspektywy czasu słowa Ozzy’ego Osbourne’a o lekcjach klasyki zamiast rockandrollowego życia brzmią nie jak żart o gitarowym nerdzie wrzuconym do rockandrollowym cyrku, lecz jak zapowiedź artysty, który dopiero zaczynał odkrywać swój prawdziwy potencjał…
Co istotne, sam Randy Rhoads wielokrotnie potwierdzał, że fascynacja klasyką była dla niego czymś więcej niż tylko ciekawostką. W wywiadzie dla „Guitar World” z 1982 roku mówił:
Czuję, że duża część mojego stylu zaczyna iść w stronę bardziej melodyjnego grania. Kiedy brałem lekcje gitary klasycznej, dawało mi to mnóstwo pomysłów, które mogłem przerabiać na solówki. Wszystko jest teraz dla mnie zupełnie inne
Rhoads podkreślał też, że regularny kontakt z nauczycielem gitary klasycznej był dla niego źródłem stałej inspiracji:
Byłem przyzwyczajony do tego, że brałem lekcje i sam uczyłem przez cały dzień. Miałem ciągły dopływ muzycznych bodźców. Nowe pomysły non stop pojawiały się w mojej głowie. Będąc cały czas w trasie, ten dopływ praktycznie zanikł i zacząłem się tym martwić. Myślałem, żeby uczyć się sam, ale wtedy wszystko robisz źle. Potrzebuję czegoś, co utrzyma mnie w gotowości i da mi poczucie odpowiedzialności. W tej chwili jestem znudzony swoim graniem. Biorę gitarę do ręki i mam wrażenie, że wszystko brzmi tak samo
Nie brzmiało Randy. Nigdy nie brzmiało tak samo.


