Jeszcze niedawno granie koncertów było dla zespołów naturalnym sposobem na rozwój kariery. Dziś – jak alarmuje Steve Morse – realia branży zmieniły się do tego stopnia, że nawet uznani artyści muszą mierzyć się z problemami, które kiedyś dotyczyły głównie debiutantów.
Dwa lata temu mówił o tym Steve Vai, wspominając o znanych zespołach, którzym koncertowanie nie spina się finansowo. Teraz w podobnym tonie mówi Steve Morse. Jeśli nawet ktoś z takim dorobkiem mówi, że „granie na żywo przestało być oczywistością”, to znaczy, że coś w tym systemie faktycznie się rozjechało.
W rozmowie z Jordim Pinyolem Morse nie owijał w bawełnę:
Biznes muzyczny się zmienił… Kiedyś koncerty były wszędzie. Mogliśmy grać gdziekolwiek. Może to nie był świetny gig, ale zawsze dało się gdzieś zagrać. Dziś nawet to jest trudne
I to nie jest tylko kwestia dostępności scen. Morse wskazuje na głębszy problem – model funkcjonowania zespołów zaczyna się kruszyć:
W efekcie trudno utrzymać zespół razem. Nawet jeśli masz świetny materiał, najbardziej ‘udane’ zespoły robią dziś coś takiego, że płacą, żeby pojechać w trasę jako support. To jest szczyt ich możliwości. Tylko bardzo, bardzo mały odsetek może sobie pozwolić na własne trasy jako headliner
To uderza szczególnie w młodszych muzyków – i Morse widzi to z bliska:
To dla mnie smutne, kiedy widzę kogoś naprawdę dobrego, zaangażowanego w muzykę… i co dalej? Dokąd on ma z tym iść?
Nie jest narzekanie kogoś oderwanego od rzeczywistości. Morse zna branżę od podszewki od czasów, gdy świadomie unikał dużych kontraktów, stawiając na niezależność zamiast presji ze strony takich postaci jak Clive Davis (jedna z najważniejszych postaci amerykańskiego biznesu muzycznego, amerykański producent muzyczny, dyrektor A&R, szef kilku wytwórni płytowych oraz prawnik). Już wtedy wybierał kluby zamiast korporacyjnego wyścigu.
Dziś wrócił do aktywnego grania z własnym projektem i widzi te zmiany jeszcze wyraźniej. Po odejściu z Deep Purple w 2022 roku, spowodowanym koniecznością opieki nad żoną, gitarzysta ponownie stanął przed realiami tras koncertowych – już w zupełnie innym świecie.


