Choć „Beck’s Bolero” trwa niespełna trzy minuty, to właśnie ten utwór z 1966 roku uważany jest za fundament późniejszego brzmienia Led Zeppelin i zalążek… heavy metalu. Nagrany przez Jeffa Becka w londyńskim IBC Studios, zgromadził w jednym miejscu wyjątkowy skład: Becka i Jimmy’ego Page’a na gitarach, Johna Paula Jonesa na basie, Keitha Moona na perkusji i Nicky’ego Hopkinsa na klawiszach.
Początkowo planowano, że projekt przekształci się w supergrupę na wzór Cream. To właśnie wtedy padła słynna uwaga – przypisywana Moonowi lub Johnowi Entwistle’owi – że całość „pójdzie na dno jak ołowiany Zeppelin”.
Utwór „Beck’s Bolero” ostatecznie trafił na stronę B singla „Hi Ho Silver Lining” w 1967 roku, a później znalazł się na debiutanckiej płycie Becka „Truth” (1968). Dziś uznaje się go za jedną z najważniejszych zapowiedzi brzmienia, które wkrótce miało zdominować hard rock i heavy metal.
Jeff Beck po latach wspominał współpracę z Page’em (wszystkie cytaty podajemy za serwisem Music Radar):
Zakochałem się w grze Jima, bo mówiliśmy tym samym językiem. Chcieliśmy wycisnąć ze studia jak najwięcej, naginając reguły, używając efektów, których nie wolno było stosować
Choć utwór został przypisany Beckowi, Page od początku twierdził, że to on odpowiada za jego konstrukcję. W wywiadzie z 1977 roku mówił:
Jeff grał, a ja byłem w reżyserce. Nawet jeśli twierdzi, że to on napisał, to zrobiłem to ja. Gram tam na dwunastostrunowym Fenderze, Jeff odpowiada za partie slide, ale ja buduję akordy
Beck z kolei przyznawał bez goryczy:
Nie udało mi się wtedy uzyskać autorstwa kompozycji, ale cóż – raz się wygrywa, raz przegrywa
„Beck’s Bolero” było oparte na rytmach inspirowanych dziełem Maurice’a Ravela, lecz przetworzonych w psychodeliczne, ciężkie brzmienie gitar i rozedrgane riffy. Beck stwierdził później:
To pierwszy riff heavy metalu, jaki kiedykolwiek napisano – i to ja go stworzyłem
Nagranie zawierało także nieoczekiwany moment – krzyk Moona w środku utworu, po którym słychać już tylko talerze perkusji, ponieważ przewrócił mikrofon. Beck nazwał to „wspaniałym przypadkiem”.
Słuchamy:


